Jeśli szukasz ideału...

Jeśli szukasz ideału...



Chętniej otaczamy się ludźmi, z którymi dobrze się czujemy. Z tymi, którzy są godni zaufania, nie obgadują nas, kiedy się odwrócimy, na których możemy polegać. Chyba nikt świadomie nie chce przyjaźnić się, lub wchodzić w związek z kimś "toksycznym", ale raczej z kimś, przy kim będzie dobrze się czuł.


Czasem jednak szukamy idealnych przyjaciół, szukamy idealnego partnera - księcia z bajki i księżniczki z wysokiej wieży. Chcemy aby druga osoba traktowała nas jak najlepiej, chcemy być kochani, docenieni, podniesieni na duchu, zaopiekowani, wysłuchani, chcemy aby nasze potrzeby były brane pod uwagę, żebyśmy czuli się ważni. 

Czy czasem nie szukamy ideałów? Perfekcji. Bez skazy. Denerwujemy się na czyjeś wady i słabości, trudno nam wybaczyć zranienia, rezygnujemy ze związków i relacji, w których pojawia się rysa.




Chcę dziś postawić Ci pytanie. Czy szukając tego ideału, sam nim jesteś dla drugiej osoby?

Prawda, niestety trochę niewygodna, jest taka, że nikt z nas nie jest idealny. Może wydaje nam się, że my zrobilibyśmy coś lepiej, bylibyśmy lepszym partnerem, przyjacielem itd. Potrafimy bardzo łatwo przymykać oko na własne niedostatki i słabości, wybaczać sobie błędy i puszczać w niepamięć potknięcia. O wiele trudniej jest nam przyjąć takie podejście względem innych ludzi. Tak naprawdę nie jesteśmy lepsi od innych. 


Może czasem zamiast szukać idealnej osoby, próbować poprawiać naszego męża czy naprawiać przyjaciółkę, powinniśmy zacząć od zmiany w sobie? Może to my musimy nauczyć się odpuszczać, popracować nad swoim poczuciem humoru i nie przyjmować wszystkiego mega poważnie, może to my musimy pierwsi przeprosić, zadzwonić albo wyjść z jakąś inicjatywą. 

Oczywiście zdarzają się naprawdę trudne relacje, które nam szkodzą, kiedy druga osoba wykorzystuje nas, narusza w jakiś sposób naszą przestrzeń albo okrada nas ze spokoju i równowagi. Wtedy trzeba przemyśleć, czy kontynuowanie jej ma sens. 



Zmierzam do tego, że relacja wymaga pracy. Wymaga poświęcenia, zrezygnowania z siebie, czasem postawienia drugiej osoby ponad siebie. Doszukiwanie się czyichś wad zdecydowanie nie prowadzi do rozwoju i pogłębienia relacji, a raczej do pogłębiania się zranień i negatywnych odczuć wobec kogoś. Zamiast szukać jego błędów, zastanów się co dobrego ten ktoś zrobił, dla Ciebie i dla innych, jakie są jego dobre cechy, skup się na tym co dobre i oddaj mu to dobro

To niecodzienne podejście, to niepopularne, trudne. To jest podejście, które jest bardzo Biblijne. Zrezygnuj z siebie - daj coś innym. Nie wiem, czy Cię to zachęca. Korzyści z takiego podejścia są jednak o wiele większe niż kiedy skupiamy się tylko na swoich sprawach. Ja próbuję przyjmować takie podejście w relacji z M. i z bliskimi mi osobami. Czy czasem mnie denerwują? Oczywiście. Nawet są kłótnie. Ale nie tkwimy w długotrwałych okresach konfliktowych, bo obie strony starają się prowadzić do tego, żeby się dogadać, i zakładają dobrą wolę drugiej osoby. 

Czy to działa? Wypróbuj i daj znać ;) 










Nie daj się grypie! Co robić kiedy dopada przeziębienie

Nie daj się grypie! Co robić kiedy dopada przeziębienie




Nie liczę już ile razy byłam przeziębiona w tym sezonie "jesienno-zimowo-wiosennym"... Chociaż staram się, jem owocki, biorę witaminki (czasami) i nie chodzę po dworze bez szalika to i tak zarazki mnie dopadają. Może to kwestia dużej ilości kichających ludzi w autobusach, albo wszechogarniającej grypy... W każdym razie, chorowanie to nic przyjemnego, często musimy spędzić kilka dni w domu, żeby jak to się mówi "wyleżeć" i wygrzać chorobę. Nie chcę dziś wnikać w to, czy te sposoby działają, ani dyskutować o skuteczności środków leczniczych - ale o tym całym czasie chorowania. Nie wiem jak Wy, ale ja nie potrafię leżeć bezczynnie przez cały dzień, albo i kilka, bo mam nieznośne poczucie marnowania czasu. Mam kilka swoich sposobów na umilenie sobie tego czasu i pomysły jak wykorzystać te chwile :)

Oczywiście sprawa nie dotyczy tych przeziębień, kiedy leżysz pod kołdrą i nie masz siły na nic innego jak tylko sen, nawet ruszanie oczami Cię męczy - tylko tych z gatunku lżejszych, kiedy masz choć odrobinę energii. :) 

To co można robić chorując, a na co często nie ma czasu kiedy jesteśmy zdrowi? 




Jeśli musisz leżeć w łóżku

Spokojnie, to jeszcze nie koniec świata. Można zrobić wiele rzeczy nie ruszając się spod kołdry! 

  • Nadrób zaległości w czytaniu. Pamiętasz tę książkę, którą kupiłeś rok temu i bardzo chciałeś ją przeczytać, ale nigdy nie było dość czasu? To jest ten moment kiedy możesz po nią sięgnąć i bez odrywania się spokojnie w nią zagłębić. 
  • Jeśli już o czytaniu mowa, możesz poczytać swoje ulubione blogi i nadrobić zaległe wpisy - a jeśli nie masz ulubionych blogów - poszukaj jakichś :) Jak już oczywiście nadrobisz wszystkie zaległe wpisy z tego bloga :P 
  • Porządki na telefonie i komputerze. Posegreguj pliki, usuń rozmazane zdjęcia i niepotrzebne już pobrane pliki. Uporządkuj pulpit (chyba, że tylko ja mam na nim miliony ikonek ) 
  • Leżąc można też oglądać filmy i seriale. Masz jakąś listę pozycji, które chcesz obejrzeć? Może to dobry moment, żeby do niej sięgnąć? Uważaj tylko, często kiedy oglądam coś chorując zasypiam w połowie. Spróbuj odpływając w krainę snów zapamiętać gdzie skończyłeś ;)
    To też taki moment, że możesz obejrzeć coś, na co zwykle szkoda Ci czasu, może jakieś ciekawe kanały na YouTube? Może jakiś program typu "guilty pleasure" na przykład konkurs cukierniczy? :P (Jest jeden świetny na Netflixie ;) ) 
  • punkt bonusowy - jeśli mieszkasz z kimś, chorowanie to ten moment, kiedy możesz mu powiedzieć "czy przyniesiesz mi coś dobrego ze sklepu?" - chorym zawsze uchodzi to na sucho ;p 


Jeśli siedzisz w domu, ale niekoniecznie leżysz pod kocykiem...

  • Jeśli masz więcej czasu, może chcesz wypróbować jakieś nowe kulinarne przepisy? Przypomnij sobie, te wszystkie przepisy zapisane na kartkach, które zbierasz od znajomych - to ten dzień, żeby je wypróbować. Tylko nie bierz na siebie czegoś zbyt trudnego, oszczędzaj organizm - stanie przy piecu przez 3 godziny może zmęczyć :) 
  • Ten punkt specjalnie dla pań - zrób porządki w swojej kosmetyczce, lub szafce z kosmetykami. Przejrzyj swoje skarby i sprawdź, czy któreś z nich się nie przeterminowały - powinnaś się z nimi pożegnać. Może tak jak ja, dojdziesz do wniosku, że masz ich a dużo i nie kupisz nic nowego, dopóki nie zużyjesz tego co masz ;) Możesz wyczyścić swoje pędzle, powycierać szufladki i pudełka, gdzie zawsze znajdzie się jakiś rozsypany puder ;) Bardzo satysfakcjonujące ! 
  • Dla panów może być odmiana tego punktu, porządki w ich przyrządach technicznych? Kable, kabelki, przełączki, płytki itd. Czy tam też czasem nie przydałoby się zrobić porządków? :) 
  • Zrób coś na co zwykle nie masz czasu, związane z jakąś Twoją pasją, lub może czymś czego chcesz spróbować. Może kaligrafia? Albo malowanie akwarelami? Może robienie na drutach? :) Poszukaj samouczków w Internecie i spróbuj stworzyć coś pięknego :) 

Co jeszcze robicie kiedy jesteście chorzy? Pamiętajcie, trzeba bardzo dużo pić i przestrzegać zaleceń lekarza! :)  Dbajcie o siebie i nie dajcie się grypie! Może punkty, które wymieniam brzmią ciekawie - ale nie chorujcie specjalnie żeby je wypróbować! :) 


Dużo zdrowia!






Pomysły na Walentynki last minute

Pomysły na Walentynki last minute



Świętujesz, czy nie, lubisz, uważasz je za głupie, albo słodkie - niezależnie od tego jakie jest Twoje podejście do Walentynek nie zmienia ono faktu, że są już jutro i że cała masa ludzi przywiązuje do nich naprawdę dużą wagę. Zastanawiam się, czy bardziej cieszą się nim te zupełnie świeże pary z krótkim stażem, czy może zakochane nastolatki, albo może też będące ze sobą od lat osoby, odnajdujące na nowo emocje i uczucia w związku? Chyba nie ma na to jednej reguły.

Spotkałam się wielokrotnie z opiniami, że kocha się cały rok, i że zawsze należy to sobie okazywać. Jasne, zgadzam się, ale dlaczego by nie wykorzystać takiego dnia, żeby zrobić dla siebie nawzajem czegoś specjalnego? :) Przecież jedno się z drugim wcale nie kłóci! 

Ja do takich świąt mam śmieszne podejście, zwykle pamiętam o nich kiedy są daleko, na przykład miesiąc wcześniej, planuję, że zrobię coś super i wymyślę jakiś genialny pomysł - prosty i nieprzesadzony, ale pokazujący moje uczucia. Tak jest ze wszystkim... z walentynkami, dniem chłopaka, dniem pizzy... Ale potem, okazuje się, że ten dzień jest jutro, a ja nic nie wymyśliłam i teraz muszę coś wymyślić na ostatnią chwilę... Nie zawsze tak jest, kilka razy w życiu udało mi się coś zrealizować wcześniej, ale jednak... zdarza się to dość często. Ale spokojnie, jestem mistrzynią wymyślania genialnych rzeczy na ostatni moment ;P (Tak sobie mówię). Dlatego z okazji tegorocznych walentynek mam dla Was listę pomysłów, które da się zrealizować dość szybko - w większości - a które mogą okazać się super. Starałam się wybrać te, które nie są jakoś ogromnie skomplikowane, bo wiecie - życie trzeba upraszczać, a nie komplikować na siłę (oh, żeby to było takie łatwe do wprowadzenia!). Sprawdźcie i dajcie znać, czy coś wykorzystacie/wykorzystaliście i czy jak się udało :) 




Zamiast eleganckiej restauracji (które wszystkie są już dawno zarezerwowane na ten dzień...)

  1. Może dzień przed walentynkami ciężko będzie zarezerwować miejsce w jakiejś super wypasionej restauracji, ale może też wcale takiej nie potrzeba? Ostatnio odkrywam, że czasem najlepsze miejsca da się znaleźć nie w centrum i na pierwszej stronie w Googlach, ale w niepozornych, bocznych uliczkach i tam gdzie byśmy się ich nie spodziewali. Spróbuj wybrać się na spacer po jakiejś nieznanej okolicy, idź tam gdzie jeszcze nie byłeś, albo zrób sobie wirtualną wycieczkę na Google maps i poszukaj jakiegoś małego, klimatycznego miejsca. Może okazać się naprawdę ciekawe, może będzie miało niezwykły wystrój? Taki sposób spędzenia razem czasu to okazja żeby zrobić coś niestandardowego, odkryć razem nowe miejsce, do którego (kto wie) będziecie później wracać ? :) 

  2. Czytałam gdzieś, że mężczyźni lubią kiedy ich partnerki spędzają z nimi "aktywnie" czas, to znaczy kiedy pójdą z nimi na łyżwy, na squasha, na wrotki, może do Jump World? Więc jeśli Twój wybranek jest takim typem zaproponuj mu zamiast siedzenia w zatłoczonej knajpie z milionem innych par wypad na lodowisko, czy jakiś inny sportowy obiekt? Może nie jesteś super usportowiona (jak ja :p) ale czasem warto się poruszać, nawet jeśli będzie trochę śmiesznie, bo okaże się, że marna z Ciebie łyżwiarka, a na pewno będzie to niezapomniany czas :) A jeśli dodatkowo chcesz poćwiczyć i popracować nad zaufaniem w związku, to może ścianka wspinaczkowa i wzajemna asekuracja? ;)

  3. Coś dla moli książkowych. Czasami zdarza się, że obydwie osoby w związku kochają książki i tą wspólną pasję można wykorzystać jako super pomysł na randkę. Sprawdź gdzie w Twojej okolicy (bliższej lub dalszej) znajduje się jakiś lokal gdzie można czytać książki, lub komiksy i wybierz je na wasz cel. Takie miejsca mają często niezwykły klimat, możecie tam oboje znaleźć jakąś interesującą was pozycję literacką i zaczytywać się przy dobrej kawie, trzymając się za ręce (lub nie, jeśli nie chcecie ;p ). 

    Ja mogę z czystym sumieniem polecić z takich miejsc: 
    Kawiarnię Kornel i przyjaciele w Cieszynie, kawiarnia Black Woolf Coffee&Books w Katowicach, oraz w tym samym mieście kawiarnio-księgarnię Miejscownik. Byłam we wszystkich trzech i są naprawdę świetne. W Cieszynie wystrój w starym stylu z piękną antresolą w środku. A Katowickie Black Woolf ma mnóstwo książek po angielsku :) Warto! 

  4. Kolejny pomysł to dwa słowa - GRY PLANSZOWE. I nie mów, że ich nie lubisz! Jest ich takie mnóstwo, że nie ma opcji, żeby któraś Cię nie zainteresowała! Są w wielu miasta takie miejsca, gdzie można przyjść, coś zjeść i wypić, a przy okazji zagrać w planszówki dostępne w lokalu. A taki lokal potrafi mieć ich całe mnóstwo! Jeśli to walentynki możecie ze swoją randką wypróbować jakąś grę karcianą lub taką, w której trzeba coś opowiadać lub zgadywać różne rzeczy o sobie nawzajem. Będzie przy tym mnóstwo śmiechu i zabawy, a przy okazji rozwój dla relacji ;) 

    Chcecie jakieś namiary? Tutaj mogę polecić dwa miejsca w Katowicach, Kawiarnię z planszówkami Ludiversum oraz Cybermachinę gdzie oprócz gier planszowych można też zagrać w gry na konsolach :)



     

A może by tak zostać w domu? 

Nie tylko "na mieście" można się dobrze bawić! W domu też można robić mnóstwo super rzeczy! 


  1. Tematyczny wieczór filmowy? Proszę bardzo! Przygotowania trwają tyle co znalezienie filmu w sieci! :) No i może ewentualnie jakieś zakupy, żeby zjeść coś dobrego przy oglądaniu. Możesz spróbować wybrać jakieś przekąski, lub jeśli masz czas przygotować potrawy, które nawiążą jakoś do filmu. Na przykład jeśli wybierzecie "Coco" - cudowną bajkę o meksykańskim chłopcu - nachosy i chilli con carne będą jak znalazł! Swoją drogą, zamiast filmów ciekawym wyborem będą bajki, które zwykle są lekkie i przyjemne, na pewno wprowadzą miły nastrój :) 

  2. Zagrajcie w coś wspólnie lub coś razem stwórzcie. W internecie można znaleźć mnóstwo pomysłów na gry - na przykład polegające na zadawaniu sobie pytań, albo po prostu sięgnijcie po planszówki ;) Robienie czegoś razem uczy współpracy i myślę, że da też wiele śmiechu - upieczcie razem Wasze ulubione ciasto, albo zróbcie jakieś handmade kartki walentynkowe i dajcie je później rodzicom - to dla tych bardziej artystycznych ;) 

  3. A gdyby tak poświętować w większym gronie? Zaproście znajomych i spędźcie czas razem, można razem pomuzykować, obejrzeć coś, zagrać albo po prostu poplotkować ;) 
Dobrze wiem, że nie wszyscy mają na walentynki parę, ale to nie jest żaden kłopot! Spotkaj się wtedy z przyjaciółką/kumplem - możecie zrobić większość z powyższych rzeczy razem - tylko pewnie bez romantycznych spojrzeń w oczy w międzyczasie ;p A dla tych, którzy chcą po prostu w spokoju spędzić czas - zadbajcie o siebie - Self Love to ważna sprawa! Poświęćcie czas na odpoczynek, rozwijanie jakiejś pasji, zróbcie sobie coś ekstra do jedzenia i dajcie sami sobie jakiś prezent ;) Zatroszczcie się o siebie jak ten piesek pod kocykiem! 






No to co? Już wiecie, co będziecie jutro robić? :) 


Stworzenie tego wpisu kosztowało mnie trochę pracy, będzie mi zatem ogromnie miło jeśli udostępnisz go znajomym (może tym, którym brak pomysłów), zostawisz jakiś komentarz lub łapkę w górę na Facebooku :)







My one little world 2020

My one little world 2020




Kiedy podoba Ci się jakaś inicjatywa, ale przez trzy lata z rzędu nie potrafisz się zorganizować na tyle dobrze, żeby ją w końcu zrealizować... Tak było ze mną i One Little Word. Akcja ta zapoczątkowana przez  Ali Edwards polega na wyborze jednego słowa, które ma być pewnego rodzaju drogowskazem, priorytetem na dany rok. Dlaczego tak długo zwlekałam? Być może dlatego, że bałam się że nic z tego nie wyjdzie, że wybiorę jakieś słowo, które się nie sprawdzi, lub po prostu nie potrafiłam znaleźć czasu żeby to dobrze przemyśleć. Nie tym razem! W tym roku temat wrócił do mnie z innego źródła, pokazany w trochę innym kontekście i nie mogłam przejść obok tego obojętnie. 

Zatem znalazłam chwilę czasu, myślałam kilka dni, modliłam się o podpowiedź i znalazłam słowo, które będzie na ten rok kluczem. Dlaczego ten pomysł tak do mnie przemawia? Bo upraszcza. Upraszcza życie i pozwala skupić się na celu. Mogłabym sobie wymyślić 20 słów, którymi chciałabym się kierować, ale prawdopodobnie po jakimś czasie nie wiedziałabym już, które jest najistotniejsze i co robić - tak to chyba była z postanowieniami, kiedy jest ich po prostu zbyt wiele. One Little Word pozwala skupić się na jednym, i w różnych sytuacjach w jakich się znajdujemy mieć jakiś azymut. 

Chciałam wybrać dla siebie słowo, które będzie można przełożyć na wiele dziedzin życia, a nie tylko na jakiś mały wycinek. Mój poprzedni rok był trochę zwariowany, nastąpiło wiele zmian, a pod koniec walczyłam z różnymi myślami, które kompletnie mnie rozstrajały. Moim problemem jest też to, jak często zmieniam zdanie i zaczynam bardzo wiele spraw, ale potem jest mi trudno je skończyć. Dlatego słowo, które wybrałam na ten rok to Równowaga. 



Równowaga to coś czego mi potrzeba. Coś co chciałabym osiągnąć, na praktycznie wszystkich płaszczyznach mojego życia. Główny cel to równowaga i spokój w głowie i duszy, trzymanie się pozytywnych myśli, racjonale podejście do zagrożeń i problemów. Chcę stabilności w relacjach z bliskimi, nie wahań nastrojów i ciągłej walki o pozycję. Potrzebuję równowagi między pracą, studiami a życiem towarzyskim, między tym co piszą w mediach, a tym co mówi do mnie Bóg, chcę żeby to co cenne było w przewadze do tego, co ciągnie mnie w dół. Także w kwestii zdrowia, odżywania się, ćwiczenia i dbania o siebie ciężko jest nie przesadzać w żadną stronę, nie głodzić się, ani nie zaniedbywać. 

Słowo ładnie wykaligrafowane trafi na tablicę korkową, żeby było dobrze widoczne. Zamierzam wracać do niego, weryfikować czy jest mi pomocne, czy faktycznie pomaga mi się się zorganizować i uprościć życie, czy okaże się lepsze niż wielowątkowe postanowienia noworoczne. Na pewno przyjdę do Was z wnioskami :) 

W natłoku informacji i spraw, przy szybkim trybie życia bardzo trudno jest zachować równowagę, a łatwo popadać ze skrajności w skrajność. Dlatego to moje słowo na 2020 rok. A jakie jest Twoje? Chcesz spróbować podjąć to wyzwanie? 

Ten wpis okazał się dla mnie dużo bardziej prywatny i osobisty niż się spodziewałam, dlatego trochę obawiam się publikacji, ale nie da się zajść daleko pisząc o wszystkim bezosobowo i naokoło. Jeśli doceniasz moją wylewność daj znać w komentarzu, czy myślisz że wybór jednego słowa na rok to dobry pomysł? Czy to się może udać?


Zapraszam też na mojego Facebooka gdzie odzywam się częściej niż na blogu i wrzucam trochę fajnych rzeczy ;)


















Lustereczko powiedz przecie...kto jest najwspanialszy w świecie?

Lustereczko powiedz przecie...kto jest najwspanialszy w świecie?





Nie jestem typem, który czerpałby jakąś głęboką satysfakcję z oceniania i biadolenia nad stanem współczesnego społeczeństwa. Nie prowadzę dyskusji i nie załamuję rąk. Zdarza mi się podenerwować na niemądre zachowania kierowców na drodze, czy niegrzeczne zachowania w kolejkach w Biedronce, ale generalnie wierzę jeszcze w ludzi. Mam wokół siebie wartościowe osoby, które podsycają we mnie nadzieję, że możemy żyć razem w pokoju i że są jeszcze na tym świecie ludzie, którzy przepuszczą w kolejce starszą panią, albo pomogą matce wnieść wózek do autobusu.

Jednak do głębszego zastanowienia się skłoniła mnie lektura, którą musiałam przyswoić na jeden z egzaminów na studiach, dotycząca wszechobecnego w naszych czasach, bardzo brzydkiego nawyku, cechy, która nie dotyczy już tylko jednostek, ale przekroju społeczeństwa - narcyzmu.

Każdy z nas ma w sobie coś z narcyza. Zaprzecz, pokręć głową, możesz nawet tupnąć nogą, to nic nie zmieni. Masz w sobie tego małego cwaniaka i tyle. Może jest malutki, może trzymasz go w ryzach i nie dopuszczasz do głosu, może pracujesz nad swoim charakterem i sobie z nim radzisz. To wszystko nie sprawi jednak, że zniknie. Zawsze gdzieś tam się sprytny uchowa. ;)

***

I to narcystyczne podejście wiele wyjaśnia. To niegrzeczne zachowanie w kolejkach do kas w Biedronce, wpychanie się i wymuszanie pierwszeństwa na drodze... Jesteśmy narcyzami bo dążymy wciąż do tego, aby to nam było najwygodniej, nawet jeśli jest to kosztem kogoś innego. Jesteśmy narcyzami spędzając pół dnia w mediach społecznościowych próbując zabłysnąć i pokazać się z najlepszej (często podkoloryzowanej) strony. Jesteśmy narcyzami kiedy spotykając się ze znajomymi zamiast ich wysłuchać układamy już w głowie jakąś naszą historię, którą koniecznie chcemy opowiedzieć. Albo wtedy gdy za każdą przysługę oczekujemy zapłaty, odwdzięczenia się i okazywanie dozgonnej wdzięczności, kiedy nic co robimy, nie jest bezinteresowne. 


To dobrze kiedy umiesz zawalczyć o swoje, kiedy wiesz czego chcesz od życia i do tego dążysz. To dobrze, kiedy nie dajesz się wykorzystywać. Nawet to bycie tak bardzo ekstrawertycznym w mediach nie jest takie tragiczne. Dopóki jednak potrafisz czasem wyjrzeć poza czubek swojego nosa i zobaczyć, że po drugiej stronie ekranu, albo tuż obok Ciebie są inni ludzie. Dopóki masz jeszcze na tyle kontroli, że potrafisz pomóc komuś poza sobą. 

Czy zamiast szukać idealnych przyjaciół, idealnego partnera czy znajomych, sam starasz się stać idealnym przyjacielem, partnerem i kolegą/koleżanką? Czy pracujesz nad tym, aby stać się taką osobą, jaką sam chciałbyś spotkać?

Możesz spędzić cały dzień na takim metaforycznym podziwianiu siebie samego w lustrze, próbując się ulepszyć i poprawić wszystkie mankamenty, a możesz też wyjść do ludzi i zmieniać się na lepsze, pomagając im. 

Zastanów się. Czy przypadkiem nie przegrywasz ostatnio ze swoim wewnętrznym narcyzem? 

***












Blue Monday? Nie, dziękuję - 5 sposobów na walczenie z niepokojem

Blue Monday? Nie, dziękuję - 5 sposobów na walczenie z niepokojem





Słyszeliście, że na początku tego tygodnia mieliśmy Blue Monday? Tak, ja też... jakieś 10 razy, zanim jeszcze wybiła 10.00 rano. Podobno jest to najbardziej depresyjny dzień w roku, który przypada na trzeci poniedziałek Stycznia. Termin ten został ukuty przez Cliffa Arnalla, po zestawieniu ze sobą różnych czynników, na przykład złej pogody, krótkiego dnia, a dodatkowo smutku wywołanego niedotrzymaniem postanowień noworocznych, czy tym, że doganiają nas poświąteczne długi.

No cóż... często mamy różne smuteczki i problemy, które nas prześladują, ale wydaje mi się, że część mogła w ten dzień wkręcać sobie, że skoro jest taki dzień to chyba faktycznie źle się poczuję i w sumie to już czuję jak depresja mi się skrada za plecami...takie mini-placebo? 

Jeśli miałeś/aś wtedy naprawdę zły dzień  - bardzo mi przykro i mam nadzieję, że już jest lepiej! 

Ale pomyślałam sobie, że w naszym życiu jest za dużo smutku i niepokoju, czasem niezależnie od nas, ale czasem przyciągamy go sobie na własne życzenie. Dlatego dziś mam dla Was kilka sposobów jak się nie dać tej narracji lękowej jaką sobie serwujemy i jak się cieszyć bardziej w codzienności. 

Gotowi? 

Odłącz się. 

Media to dobrodziejstwo naszych czasów, ale potrafią nam też nieźle namieszać w głowach. Fake newsy, poprzekręcane informacje, telewizja serwująca nam głównie te najsmutniejsze i najtragiczniejsze wiadomości, internet zasypywany śmieciowymi newsami, które ani dobrze nie informują, a już na pewno nie podnoszą na duchu. Ktoś mógłby powiedzieć - tak wygląda świat, smutno i tragicznie. A może to zależy od tego na co położymy nacisk i z jakiej spojrzymy perspektywy? Owszem, dzieją się smutne rzeczy, ale nie tylko - jest bardzo dużo dobrych wydarzeń, ale one się medialnie nie sprzedają więc musisz się postarać, żeby je znaleźć. 

Moja rada? Szukaj źródeł, które są rzetelne, ale też takich, które pokazują to co dobre, a nie tylko tragedie. A najlepiej zrób sobie czasem detoks od mediów i wiadomości. Posłuchaj muzyki, albo zainstaluj aplikację, która wydaje dźwięki lasu (jest taka z deszczem - hit!). Śledzenie co godzinę wiadomości może naprawdę wprowadzić w stany lękowe. Oszczędź sobie. 





Ludzie nie chcą Cię zjeść! 

Siedzenie samemu i plątanie się we własnych myślach potrafi porządnie zgasić prawie każdego. Im więcej myślisz, tym więcej wymyślisz powodów do strachu, smutku i będziesz sobie wkręcać. Wyjdź do ludzi. Posiedź chwilę sam, prześpij się, weź kąpiel, ale potem idź do ludzi. Nawet jeśli w tej chwili czujesz, że to ostatnia rzecz na jaką miałbyś ochotę. Spotkaj się z kimś komu ufasz, lub z kimś kto potrafi słuchać, albo przeciwnie kto zagada Twoje niepokoje. 

Nawiasem mówiąc takie osoby to skarby. 

Zobaczysz, że jeśli zaczniesz rozmawiać o innych sprawach, wrócisz z dołka w jaki sam się wprowadziłeś. 

Sprawdzałam. Działa. 


Netflix? Nie zawsze najlepszy

Szaleństwo. Sama korzystam z niego bardzo często, ale nie zawsze to jest najlepszy sposób na poradzenie sobie ze smutkiem. Siedząc i oglądając odcinek za odcinkiem może i odcinam się od świata i na chwilę zapominam, ale kiedy kończy się serial, wracam do rzeczywistości jeszcze bardziej sfrustrowana, zła na siebie, że tyle czasu zmarnowałam na oglądanie. Na dodatek, wiele produkcji jest dziś dość mroczna, smutna i ciężka. Zostaw je sobie na lepszy czas, a teraz odetchnij. Wyjdź na dwór. Posiedź na ławce w parku, albo zrób sobie spacer. Może przewietrz mieszkanie i coś posprzątaj. Jeśli musisz zająć czymś myśli, lepsze od kolejnej serii będzie zrobienie czegoś praktycznego, co da Ci satysfakcję, zamiast poczucia zmarnowania czasu :) 





Dziękuj

Wiecie, że jest udowodnione, że ludzie nastawieni do życia z wdzięcznością są szczęśliwsi ? 

Ludzie zawsze niezadowoleni ze swojego losu, chcący ciągle więcej, wiecznie niezaspokojeni, nie cieszą się z tego co mają, ale ciągle widzą tylko braki. Tymczasem kiedy uczymy się doceniać to, co mamy potrafimy się tym bardziej cieszyć. Zastanów się każdego dnia rano, lub wieczorem za co możesz być wdzięczny, zapisz to i kiedy dopadną Cię smutki zajrzyj do tych zapisków i zobacz ile dobra jest wokół Ciebie. Jedni może będą dziękować losowi, ja dziękuję za te wszystkie rzeczy Bogu. Wdzięczne serce może naprawdę wiele zmienić. :) 



Znowu ten minimalizm 

Już kiedyś o tym pisałam, ale ostatnio znów to do mnie wróciło. Kiedy otacza Cię mnóstwo przedmiotów, są nieuporządkowane, rozrzucone, albo jest ich po prostu za dużo możesz czuć się przytłoczony. Wolna przestrzeń może zdziałać cuda, w kwestii przywracania spokoju. 

Są takie dziedziny gdzie minimalizm mi zupełnie nie wychodzi (np. kosmetyki i książki, których bezustannie przybywa...), a może powinnam w końcu zrobić z tym porządek. Ale nawet jeśli masz czegoś dużo, nie mówię że masz wyrzucić wszystko i mieszkać w pustym mieszkaniu, samo zrobienie porządku, ogarnięcie tego chaosu, pochowanie niepotrzebnych przedmiotów sprawia, że wokół robi się więcej miejsca i mam wrażenie, że w głowie też robi się wtedy więcej przestrzeni. Może spróbuj uporządkować przestrzeń, w której spędzasz najwięcej czasu i sprawdź czy pomoże Ci to swobodniej oddychać? 



To wszystko na ten moment, czy macie jakieś swoje sposoby na zapobieganie stresom i depresyjnemu nastrojowi? Dajcie znać, chętnie wypróbuję je u siebie :) 


Ps. Jeśli znacie kogoś kto jest takim smutaskiem, może podrzućcie mu wpis? Będzie mi bardzo miło i cieszę się  z każdego udostępnienia :) 



















Organizacyjne lifehacki na sesję

Organizacyjne lifehacki na sesję



To ten moment... Notatki walają się po pokoju, kawa się kończy, a kolejne projekty rzucają nam z komputera złowieszcze spojrzenia... Tak, to znowu sesja. Te na pierwszym roku studiów wykańczały mnie psychicznie, a kolejne fizycznie. Tak, czy siak, dopóki nie nabrałam do tego dystansu czułam się chora na samą myśl o sesji.

Dopiero pod koniec studiów uznałam, że trzeba do tego  podejść strategicznie, zaplanować sobie ten czas, który faktycznie jest dość intensywny. Nasz organizm potrzebuje wtedy o wiele więcej energii i sił, żeby nie przypłacić tego chorobą. 

Mam więc kilka pomysłów, jak przetrwać sesję, może komuś wydadzą się oczywiste, ale jest też szansa, że pomogą? Czasem na to, co najbardziej oczywiste, najtrudniej wpaść! :) 
Nawet jeśli już nie studiujesz, taka sesja to pewnie podobnie jak jakiś trudny okres w pracy, więc może i wtedy okażą się pomocne? 

Zdrowe nawyki żywieniowe

Po pierwsze, bardzo ważne jest dla mnie odpowiednie odżywienie. Od pewnego czasu staram się bardziej myśleć o tym co jem, szczególnie odkąd moje zdrowie wymaga większej troski i odpowiedniej diety. W czasie sesji często tuż po powrocie do domu siadam do komputera i książek, a na gotowanie zwyczajnie szkoda mi czasu. Na szczęście można znaleźć coraz więcej przepisów na zdrowe i szybkie dania. To jedna opcja, drugą jest przygotowanie sobie posiłków na kilka dni do przodu - zupy, które można spokojnie przez kilka dni trzymać w lodówce, albo sosy, do których wystarczy później dogotować ryż czy kaszę. Można znaleźć wieeele ciekawych pomysłów na jednogarnkowe dania, którymi spokojnie można zajadać się przed 2-3 dni. To oszczędzi nam sporo czasu w ciągu tygodnia. 


Zanim siądziesz do nauki, poświęć chwilę na wyprawę do warzywniaka albo pobliskiego sklepu i zaopatrz się w zdrowe przekąski, owoce, orzechy, a może jakieś superfoods? :)) 
Uważaj za to na słodkie przekąski, bo ucząc się potrafimy chrupać coś nie kontrolując ile jemy, a po skończonej sesji zamiast wiedzy przybędzie nam też parę niechcianych kilogramów, albo ból brzuszka! ;) 




Wykorzystuj czas, który masz

Największą trudnością w sesji jest dla mnie zwykle fakt, że trzeba w tym okresie robić bardzo dużo rzeczy jednocześnie. Terminy egzaminów nakładają się dzień po dniu, w międzyczasie przekładając się czekającymi na oddanie projektami, a przecież poza nimi często pracujemy i mamy różne sprawy do zrobienia w domu. Jeszcze większą frustrację powoduje cały czas tracony na podróże i dojazdy. Dlatego na ile tylko jest to możliwe staram się wykorzystywać ten czas, czytać po drodze, przeglądać notatki czy zapisywać sobie ważne rzeczy, o których muszę pamiętać w telefonie. Czasem też korzystam z tych chwil, żeby odpowiedzieć na wszystkie zaległe wiadomości czy zadzwonić do kogoś, z kim dawno nie miałam chwili porozmawiać :) 


Ta tajemna odporność...

Zimowo/jesienna pogoda już wystarczająco sama z siebie wystawia naszą odporność na ciężką próbę. Dodatkowy wysiłek umysłowy jeszcze ją osłabia. Dlatego kiedy szykujesz się na sesję, zaopatrz się w witaminki i nie zapominaj o nich - nie ma nic gorszego niż uczenie się z katarem i kaszlem. 

Jeśli masz jakieś tricki i sprawdzone metody to daj znać, chętnie się w tej kwestii podszkolę, bo nie jest to moja najmocniejsza strona ;) 


Przede wszystkim, zachowaj spokój 

Stres, zdenerwowanie, niewyspanie i obniżenie ogólnej kondycji nie sprzyjają efektywnej pracy. Zaplanuj przed sesją odpoczynek, np. jeden dzień poświęć na spotkanie ze znajomymi, albo obejrzyj film. Rób regularne przerwy w nauce, na zaparzenie herbaty i wykonanie kilku rozciągających ćwiczeń. 


Czy stosujecie podobne metody? A może coś zupełnie innego pomaga Wam w tym okresie? Dajcie znać i do usłyszenia! 







Dokończ nim zaczniesz

Dokończ nim zaczniesz




Ostatnio pisałam o trudach planowania i tworzenia list noworocznych postanowień, a właściwie o kłopotach z wprowadzaniem ich w życie. Dziś myślę o tych wszystkich danych samym sobie obietnicach, które spędzają nam sen z powiek, wlokąc się za nami od długiego czasu, które stoją za nami i rzucają cień na nowe plany...

Jedno z najbardziej nielubianych przeze mnie odczuć, to kiedy mam jakieś niedokończone sprawy za sobą, a równocześnie nowe możliwości i plany przed sobą. Nie potrafię odpoczywać, kiedy wszystko nie jest zrobione, nie potrafię cieszyć się czymś nowym, mając jakiś niezamknięty rozdział, a przynajmniej nie tak na 100%. (A praca magisterska woła o pomstę do nieba) Nie mówiąc już o gryzących mnie wyrzutach sumienia. 

Z początku chciałam napisać, że trzeba to wszystko po prostu skończyć i już, jedziemy dalej. Jednak chwila refleksji pokazała, że to nie takie proste...






 Może skoro jeszcze tego nie skończyłeś, wcale nie chcesz tego robić? 

Okej, tutaj sprawa dotyczy rzeczy, które robisz z własnej inicjatywy, nie są to projekty na studia, konieczne do zaliczenia, albo zadania wykonywane w pracy, które zawalone mogą skutkować zwolnieniem. Czasem coś zaczynamy, mamy jakiś pomysł, na remont, na napisanie opowiadania, na przeczytanie ambitnej książki z listy 100 najlepszych powieści ever... I czasem odkrywamy coś wspaniałego, ale czasem okazuje się, że ten remont jakoś jednak niekonieczny, nie poczuliśmy w sobie pisarskiej pasji, a książka jest zwyczajnie denna... 

Czy kończenie czegoś, czego nie musisz, a tak naprawdę wcale nie chcesz ma sens? A może lepiej odpuścić i zamiast dręczyć się, że nie skończyłeś zabrać się za coś innego, szukać dalej? Zająć się czymś, co na pewno lubisz? 

Skreśl to z listy i idź dalej :) 



Może potrzeba Ci znalezienia przyczyny tej listy niedokończonych spraw? 

Powodów, dlaczego coś wisi i nie jest skończone może być sporo; może coś cię przerasta i musisz w pierwszej kolejności zrobić coś innego? Może nie jesteś w stanie zrobić tego sam i potrzebujesz czyjejś pomocy? Może z Twojego charakteru wynika, że zaczynasz dużo rzeczy, a potem masz kłopot z zamknięciem ich? Może jakiś mały leniuszek szepce Ci do uszka, że to może jeszcze poczekać? 

Kiedy znajdziesz powód, być może łatwiej będzie Ci się uporać z tym co odwlekasz? 


Inna przyczyna, jaka przychodzi mi do głowy, to że może źle się czujesz, masz kłopoty ze zdrowiem lub po prostu ciężki czas i pewne rzeczy po prostu muszą poczekać? Daj sobie wtedy czas. Odrzuć wyrzuty sumienia i zajmij się tym, co ważne tu i teraz, jeśli coś nie jest palące, to naprawdę poczeka. 





Jeśli się da, skończ, zanim zaczniesz 

To takie moje postanowienie na nowy rok, pozamykać pootwierane sprawy, dokończyć zaczęte projekty i pomysły. Albo z nich zrezygnować jeśli okaże się, że już nie są tak genialne jak pół roku temu ;) Czasem coś musi poleżeć i podojrzewać...jak ser. (Karolina, cóż za górnolotne porównania) Czasem po czasie jedne rzeczy nabierają wyraźniejszych kształtów, a inne cóż... rozmywają się i tracą znaczenie. 

To, co się da chciałabym jednak zamknąć. Nie zdążę tego zrobić do końca roku - cóż, dziś sylwester. Wchodzę jednak w Nowy Rok z nadzieją dokończenia starych spraw i otwartością na nowe. Chciałabym żeby ten rok był rokiem poukładania spraw w mojej głowie i zrobieniem miejsca na kolejne. 


A Ty, co musisz dokończyć? Coś może trzeba porzucić, żeby mieć miejsce na nowe? 
Dajcie znać, co myślicie o takim podejściu do spraw :) 




Korzystając z okazji, chcę Wam życzyć, na ten Nowy Rok wielu pięknych dni, wielu emocjonujących marzeń i ich realizacji i prostej radości z każdego dnia.








SMART postanowienia noworoczne - jak planować, żeby realizować

SMART postanowienia noworoczne - jak planować, żeby realizować



Kiedy przychodzi koniec roku, jakoś tak nagle wiele ludzi zaczyna tworzyć nowe, często długie i bardzo ambitne listy postanowień noworocznych. Wrzucamy na nie wszystkie rzeczy, które do tej pory nam nie wyszły, wszystkie nowe pomysły zasłyszane i zaczytane, które podobno zmieniły czyjeś życie. 

Pytanie tylko, czy zmienią też nasze? Czy na koniec roku nie będziemy tylko bardziej sfrustrowani, bo znowu nie schudłam 20 kilo, nie pojechałam w podróż dokoła świata i nie nauczyłam się 3 nowych języków. Z ręką na sercu odpowiedz sobie samemu ile z tych wszystkich postanowień udało Ci się zrealizować? Może połowę? Może 1/4, a może tylko jakieś pojedyncze? 

Czy chcę powiedzieć, że lepiej nic nie planować? Nie. Ale trzeba to robić z głową. 

Planuj realnie. 


Jest taka świetna metoda ustalania celów - nazywa się SMART - to takie marketingowe kwiatki ;) Każda literka w tym akronimie oznacza kolejną cechę jaką powinien mieć nasz plan, aby był jak najlepszy, aby miał jak największą szansę na skuteczną realizację. To po kolei...

S - czyli SPRECYZOWANY 


Twój cel musi być konkretny, precyzyjnie określony. Im dokładniej, tym lepiej. Zamiast planować, że "schudnę", określ ile - np. "schudnę 10 kg" :) Pamiętaj, że nie można chudnąć za szybko, żeby uniknąć efektu jojo ;)

Precyzuj ile się da, zamiast "Nauczę się francuskiego" - określi jaki poziom języka osiągniesz, ilu nauczysz się nowych słówek, ilu czasów. Dlaczego taki cel jest lepiej osiągnąć? Bo kolejną cechą dobrze postawionego celu jest...

M - czyli MIERZALNY 


Jeśli możesz jakoś zmierzyć efekty i sprawdzać postępy realizowanie celu będzie przebiegało sprawniej, a osiąganie kolejnych schodków postępów da Ci satysfakcję i motywację do niepoddawania się. Cel powinno dać się zmierzyć, żebyś wiedział kiedy będzie już osiągnięty. :) 

A - czyli ATRAKCYJNY 


Jeśli cel, który sobie postawisz tak naprawdę Cię nie kręci, nie interesuje, a postawiłeś go sobie tylko dlatego, że inni też to robią - ryzyko porażki wzrasta. To, co chcesz zrealizować powinno być wyzwaniem, wymagać jakiegoś wysiłku, ale musi to być coś czego chcesz, co przyniesie Ci realną korzyść, co w zestawieniu rachunku zysków i strat wyjdzie na plusie. :) 

R - czyli REALISTYCZNY 


Tutaj zastanów się, czy jest realna szansa, że uda się osiągnąć cel. Wierzę, że możesz mieć bardzo dobre chęci i duże pokłady motywacji, zastanów się jednak, jak to wygląda realnie, ile masz czasu i zasobów (fizycznych czy finansowych). 
Jeśli chcesz odłożyć sobie na wymarzone wakacje, zastanów się czy masz możliwość odkładania pieniędzy? Jeśli chcesz nauczyć się tańczyć, czy dasz radę ćwiczyć i trenować kilka razy w tygodniu? A jeśli już o czasie...

T - czyli TERMINOWY 


Ustal sobie deadline. Wiem, ja też ich nie lubię. Ale to one stawiają nas do pionu i pozwalają nam mobilizować się w tych momentach "niechcenia". Jasno określony termin motywuje i pozwala uniknąć odkładania realizacji planów na później. 



Jeśli masz już gotową listę postanowień sprawdź czy Twoje cele są SMART ;) A jeśli nie robisz takich list - może ta metoda przyda Ci się w jakimś innym momencie ;)

Myślę też, że im mniej celów na raz, tym lepiej. Im bardziej się na czymś skupisz, tym szybciej skończysz i zajmiesz się kolejną rzeczą. :) 


Czy ta metoda okazała się pomocna? Dajcie znać w komentarzach, lub jeśli znacie kogoś komu mogłaby się przydać, podeślijcie mu link ;) 











Kolejne szanse

Kolejne szanse

zycie proste, człowiek wpatrzony w gwiazdy nocą, okulary, loki


Perfekcyjni, idealni ludzie nie istnieją. Nauczyłam się tego, choć kiedyś jeszcze miałam nadzieję, że są tacy. Ja sama chciałam być taka. Ale potem zaczęłam poznawać wielu ludzi, na studiach, w pracy i znajomych ich znajomych. Im dłużej się żyje, tym więcej ludzi się poznaje. I choć znam osoby niezwykle mądre, piękne, utalentowane, empatyczne, o przyjemnych charakterach albo zadziornych - nikt z nich nie jest perfekcyjny we wszystkim. Każdy ma jakąś słabość, coś z czym jest mu ciężko, coś, co nie zawsze wychodzi tak, jak powinno. 

I wiecie co? To jest super. Bo uczę się cały czas, że w tych słabościach tkwi nasza wyjątkowość. Że te słabości decydują często o tym, kim będziemy. Jasne, że talent albo zdolności to rzeczy, za które ktoś może nas podziwiać, ale myślę, że każdy jest tak mocny jak jego najsłabszy punkt. A każda taka pokonana i przepracowana słabość, może stać się czyjąś najmocniejszą bronią. 


zycie proste, kobieta w lesie, wiatr, mgła, drzewa, liście



Wiele czasu, swoje błędy traktowałam jako takie małe "końce świata", jeśli to się nie udało, to już się nic nie uda. Pocieszałam innych, kiedy im nie szło, ale ja nie dawałam się pocieszyć. 

Trudną sztuką jest umieć dać drugiej osobie kolejną szansę.
Jeszcze trudniej jest dać tą kolejną próbę sobie samemu.

Dobrze mieć ambicje, dobrze być upartym i stawiać sobie wysokie cele - ale dobrze też jest mieć wyrozumiałość dla samego siebie. 

Możesz mieć zły dzień, możesz być chory i mieć niską produktywność. Możesz pomylić autobusy i pojechać w złą stronę. Możesz o czymś zapomnieć albo czegoś nie zrozumieć. Możesz coś przegrać, albo zająć tylko 4te miejsce. Możesz dziś nie mieć ochoty iść na imprezę, gdzie będzie mnóstwo ludzi.  Możesz. Bo nikt nie wygrywa wszystkiego, nikt nie ma pamięci doskonałej, ani perfekcyjnej orientacji w terenie. Nie znam ludzi, którzy nigdy nie chorują i mają zawsze tylko dobre dni. 

Łatwo jest dołować się i uznawać za zero, łatwo jest powtarzać jaki jesteś beznadziejny sobie i wszystkim naokoło. 
Ale to nic nie da. To nic nie zmieni. Jeśli 100 razy powtórzysz, że nie potrafisz się nauczyć wzorów skróconego mnożenia - one same nie wejdą Ci do głowy - daj sobie kolejną szansę, i kolejną, i kolejne mnóstwo. 
Jeśli 100 razy powiesz, że nie potrafisz schudnąć, ale nadal nie ćwiczysz i nie robisz żadnych kroków w tym kierunku - samo się nie zrobi. Daj sobie kolejną szansę. 


zycie proste, motywacja, cytat, kawiarnia, tekst



Nie poddawaj się po pierwszej nieudanej próbie. Bądź dla siebie przychylny i wyrozumiały. Jeśli coś nie wyszło, może spójrz na to z innej strony, podejdź do tego kreatywnie i inaczej - i próbuj dalej. 

A potem naucz się dawać kolejne szanse innym.


A jeśli w tym temacie, to rzucam Wam niezwykle wartościowy, niedługi film "Cyrk motyli", który pokazuje, że dopóki sam na siebie nie spojrzysz inaczej, nie dasz sobie kolejnej szansy, to nic się nie zmieni. Jeśli wierzysz w kłamstwa na swój temat, będziesz nimi żył - jeśli uwierzysz w swoją wartość i możliwości - osiągniesz więcej niż myślisz.

https://www.youtube.com/watch?v=LmokzlrsH3s



Czy masz coś takiego, w czym się poddałeś? Co zacząłeś, ale nie skończyłeś bo już nie dałeś sobie kolejnej szansy? A może właśnie podjąłeś kolejną próbę i wygrałeś? Dajcie znać w komentarzach  - dodajmy sobie nawzajem skrzydeł! :)


Jak zatroszczyć się o siebie jesienią

Jak zatroszczyć się o siebie jesienią

zycie proste, dynie, pomarańcz


Chociaż jesień zaczęła się już parę ładnych dni temu, dopiero teraz prawdziwie to odczułam. W moim mieszkaniu zrobiło się już o wiele chłodniej i do łask wróciły koce i ciepłe kapcie. Musiałam też wychodząc rano z domu zawinąć się szalikiem, a mrożona kawa (którą piłam do tej pory) nie satysfakcjonuje mnie tak jak gorące cappuccino :) 

W poprzednim wpisie o sposobach na dobry początek kolejnego semestru studiów pisałam o stworzeniu jesiennej listy tzw. "Bucket list". Myślę, że to fajna sprawa, żeby podczas nauki i załatwiania wielu pilnych spraw mieć też w zanadrzu listę rzeczy, które zrobimy dla przyjemności, kiedy znajdziemy chwilę czasu. Tworząc ją można pomyśleć o rzeczach uniwersalnych na każdą porę roku, ale również skorzystać z tego jaka aktualnie króluje pogoda i aura i takie typowo jesienne zajęcia też na nią dodać :) 

Jednak nie tylko listy przyjemności można tworzyć. Ostatnio trafiłam na inspirującą grafikę, która zawierała kilka sposobów na to, jak zatroszczyć się o siebie jesienią. Jak wiadomo, jesień to wymagający czas dla wielu z nas - zaczyna się rok szkolny, akademicki, wracamy do pracy po wakacjach. Oprócz tego pogoda często nie rozpieszcza, a jesienne przeziębienia potrafią nas dopaść w najmniej oczekiwanych momentach. Fizyczne i psychiczne zmęczenie dotyka nas bardziej niż w beztroskie letnie miesiące dlatego poczułam, że to naprawdę istotne aby bardziej się o siebie zatroszczyć. A kiedy już zaopiekujemy się sobą, będziemy mieli więcej energii i zapału, aby zająć się także naszymi najbliższymi i przyjaciółmi :) 


Może przyjdzie do Was inspiracja? Zapraszam.


Zaopiekuj się sobą - jesienna lista rzeczy, które powinieneś zrobić dla siebie


  • Odkurz leżące w szafie swetry, ciepłe szaliki i porządnie nieprzemakalne buty. Wiem że to banał, ale zadbaj o to, żeby Cię nie przewiało, a trudniej będzie cię dopaść przeziębieniom. Ubieraj się odpowiednio do temperatury, ani za grubo, ani za ciepło
  • Zrób sobie dzień offline, wyłącz telefon, komputer i Facebook'a. Jeden dzień bez Ciebie, a media społecznościowe na pewno nie uciekną. Spędź ten czas z dobrą książką, albo z ludźmi - o ile oni nie będą wtedy siedzieć na telefonie :)
  • Posprzątaj jakieś miejsce w domu, które spędza Ci sen z powiek, lub którego sprzątanie odkładasz już od niepamiętnych czasów
  • Spróbuj pieczenia, albo gotowania, wypróbuj nowy przepis - naucz się czegoś. Podziel się tym, co stworzysz z innymi.
  • Spędź trochę czasu na zewnątrz, może poczytaj albo po prostu pospaceruj w jakimś niedalekim parku?
  • Przejrzyj zdjęcia na telefonie i komputerze, wybierz kilkanaście lub więcej i wywołaj je. Możesz zrobić z nich album, lub powiesić je w ramkach. Może zdjęcia z wakacji na chłodne zimowe miesiące? :)
  • Zadbaj o swoją dietę, kup coś wysokiej jakości, np. dobrą kawę lub herbatę z naturalnym składem, albo więcej owoców i warzyw
  • Kiedy coraz dłużej jest ciemno jestem senna i piję zdecydowanie więcej kawy, to dobry moment żeby zacząć przyjmować więcej pokarmów z magnezem, lub po prostu odpowiednie tabletki (ja mam słabość do tych rozpuszczalnych witamin, bo przy okazji nadrabiam zaległości w ilości płynów ;P )
  • Zrób coś dla swojego ciała, rozgrzewająca kąpiel, może dobry krem do rąk (jeśli tak jak moje dłonie na jesień, twoje też zamieniają się w papier ścierny), krem ochronny przed zimnym powietrzem.
  • Coś co planuję już od kilku lat - kup kalosze. Można teraz dostać takie naprawdę eleganckie, a moje biedne przemoczone skarpetki co rok się o nie proszą...
  • Znajdź chwilę czasu codziennie, lub co kilka dni, kiedy będziesz mógł zająć się czymś co lubisz, może jakimś hobby, może układaniem puzzli, może nauką języka - czymś co cię relaksuje, lub dzięki czemu się rozwijasz. 

Czy dodalibyście coś do tej listy? Może coś byście z niej skreślili. Dajcie znać w komentarzach, a jeśli uważacie, że te punkty mają sens podeślijcie tekst komuś, kto powinien o siebie zadbać! 


Trzymajcie się cieplutko! 












Jak przygotować się do studiów? Moje metody na dobry początek nowego semestru

Jak przygotować się do studiów? Moje metody na dobry początek nowego semestru


laptop, naklejki, notes, plecak, zycie proste


Brace yourself. Nadchodzą studia. Wiem, że 4 miesiące wakacji to za krótko, ale nie zmienimy tego - studia zaczynają się w przyszłym tygodniu, czy tego chcemy czy nie ;)

Moglibyśmy skupić się na ich smutnych stronach, wczesnym wstawaniu (a coś o tym wiem, bo większość zajęć zaczynam z rana!), długich wieczorach przy książkach i wszystkich irytujących niedogodnościach związanych z organizacją na uczelniach...

Ale zamiast tego, pomyślcie o tym co pozytywne - wszystkie śmieszne rozmowy na przerwach, okienka, na których można zjeść obiad, albo napić się z przyjaciółmi dobrej kawy, kontakt z ludźmi zamiast samotnego nudzenia się w domu, rozwój i po prostu aktywne życie - którego mnie czasem w wakacje brakuje ;)


notes, kalendarz, mazak, rysunki, zycie proste


Ale dla tych, którzy stresują się przed nowym semestrem i cała ta akcja "powrót do szkoły" wcale ich nie bawi mam kilka sposobów, jak wrócić na uczelnię z mniejszym stresem i lepszym nastawieniem. Sama trochę się denerwuję, bo to ostatni rok, chciałoby się dobrze ogarnąć, wskoczyć na dobre oceny i wiadomo - napisać dobrą pracę, żeby i dyplom jakoś po ludzku wyglądał.

A zatem, moje sposoby na bezstresowy (albo przynajmniej o obniżonym poziomie stresu) powrót na studia :



Przed rozpoczęciem nowego semestru zastanów się i może zapisz sobie jakie sprawy będziesz musiał załatwić. 

Wiecie, mam na myśli te wszystkie techniczne sprawy jak podbicie legitymacji, złożenie wniosku o stypendium czy kupienie biletu miesięcznego. Jestem z tych osób co lubią mieć wszystko załatwione, ale zwykle załatwiam wszystko na ostatni moment bo nie pamiętam zupełnie i uciekają mi te sprawy. Taka lista może pomóc, możesz z niej skreślić, czy odhaczyć wszystkie już załatwione kwestie.


Warto też posprawdzać różne rzeczy, które ułatwią nam załatwienie powyższych - np. godziny otwarcia dziekanatu, aktualne ceny biletów, czy pobrać potrzebne wnioski i dokumenty, i wydrukować je żeby potem móc tylko spokojnie wszystko wypełnić :)



Uporządkuj swoje "przybory"

Jeśli też jesteś fanem ładnych notesów i notatników, i chociaż notatki nie zawsze są idealne to te wszystkie papiernicze drobiazgi sprawiają Ci frajdę - wybierz się na zakupy pod tym kątem, lub przejrzyj swoje zasoby i przygotuj sobie najładniejsze zeszyty (może te które odkładasz od długiego czasu? Wykorzystaj je! Niech się przydadzą:). Sprawdź czy masz dość piszących długopisów i zakreślaczy (pamiętaj, student bez zakreślacza jest jak bez ręki!

Mnie takie przygotowania trochę relaksują, bo lubię być przygotowana :) Ale jeśli jesteś fanem chaosu w tej kwestii, to po prostu pomiń ten punkt ;)


Poznaj swój plan

Coś co sama chcę wypróbować w tym roku. Przejrzyj swój plan, spisz go sobie gdzieś i dodaj do niego wszystkie zaplanowane przez siebie dodatkowe zajęcia. Chcesz dawać albo pobierać korepetycje - dopisz je do tej rozpiski. Chodził Ci po głowie kurs języka, tańca albo szydełkowania i zapisałeś się na zajęcia - wpisz je także. A potem spójrz realnie na ten plan i określ czy masz wystarczającą ilość czasu na podstawowe rzeczy takie jak sen, czy chociaż jedno wolne popołudnie w tygodniu żeby odetchnąć. Sprawdź czy zajęcia nie będą Ci się nakładać. Oceń po prostu czy w razie gdyby naszła Cię ochota na kolejne zajęcia lub zobowiązania będziesz w stanie to ogarnąć. Dobrze jest znać swoje możliwości czasowe. Wiem, czasem da się pogodzić kilka rzeczy na raz i można trochę zwiększyć obroty, jednak nie da się tak żyć cał y czas - pamiętaj o swoim organizmie i jego potrzebach zjedzenia czasem ciepłego posiłku czy wyspania się - zatroszcz się o niego żeby Ci służył jak najdłużej :)


Stwórz swoją "Fall Bucket List" 

Stwórz jesienną listę rzeczy do zrobienia. Wpisz na nią jakieś swoje przyjemności, plany na najbliższe miesiące, rzeczy na które będziesz czekać i takie, które oderwą Cię trochę od rutyny codziennego chodzenia na uczelnię i nauki. Zaplanuj sobie też kilka wolnych dni w miesiącu, takich w których będziesz mógł się na chwilę odciąć od myślenia o studiach i będziesz mógł zrobić coś dla siebie albo spędzić czas z bliskimi i przyjaciółmi - myśl o takim dniu będzie na pewno pomocna kiedy będziesz mieć przed sobą kilka trudnych dni i pracowity czas. 

dynia, rosliny, stół, brąz, zycie proste




To tyle ode mnie, mam nadzieję że któreś z moich pomysłów się Wam przydadzą. Jeśli macie swoje sposoby na dobry początek roku akademickiego dajcie znać w komentarzach! Może komuś się przyda :) 


Dobrego Semestru! 









Jedna rzecz, której żaden twórca nie lubi

Jedna rzecz, której żaden twórca nie lubi

pędzle, słomki, kwiaty, zycie proste


Myślę, że prawie każdy kto musiał coś kiedyś napisać, narysować czy w jakiś sposób stworzyć doświadczył tej nieprzyjemnej pustki w głowie, kiedy wszystkie pomysły jakby magicznie ulatywały przez jakąś szparę...
Kursor miga czekając na wpisanie kolejnych liter, długopis zawisł w powietrzu, pędzel z przygryzioną końcówką moczy się w kubku z wodą czekając, aż wybierzesz kolor farby...

Nie ważne jak to nazwiesz, blokada twórcza czy wypalenie, może chwilowe zbyt duże rozproszenie i problemy ze skupieniem - nikt nie lubi tego uczucia. 

Wolę kiedy słowa płyną swobodnie, obrazy malują się płynnie i nic nie powstrzymuje twórczego procesu...Ale nie zawsze tak jest. 

origami, zycie proste


Zdarza mi się, że pomysły wpadają do mojej głowy jeden po drugim, wręcz prześcigając się nawzajem. Jeśli przegapię moment i nie zapiszę ich sobie odpowiednio jest duża szansa, że przepadną w natłoku myśli i spraw czekających na moją uwagę i załatwienie. 

Czasem jednak, mimo że są mi bardzo potrzebne zdają się trzymać ode mnie z daleka i jak na złość jedyne na co potrafię wpaść to sam fakt, że chyba mam tę okropną twórczą blokadę. 

To nie tak, że zawsze tryskam pomysłami i moja kreatywność jest niewyczerpaną studnią bez dna, to nie tak, że każdy kto prowadzi bloga jest wiecznie w ciągu fantastycznych pomysłów i nowych idei na cykl, na projekt itd. (Mam nadzieję, bo jeśli nie mam racji to cóż... ja przynajmniej tak nie mam) To normalne i ludzkie, że czasami trudniejszy okres może pod względem fizycznym, może ilości czasu powoduje, że teksty nie piszą się same, ale przychodzą z trudem i w mozole. 

Po co o tym mówię?

Bo cokolwiek robisz, czymkolwiek się w życiu zajmujesz - masz prawo do blokady twórczej, słabego dnia, czy tygodnia. Masz prawo mieć pustkę w głowie i nie wiedzieć co dalej. Masz prawo czasem nie znać odpowiedzi i to wszystko jest naprawdę okej. Bo wiesz co się dzieje kiedy minie ta nieszczęsna blokada? Przychodzą nowe pomysły, znajdujesz odpowiedzi, zmieniasz coś za co nie potrafiłeś się zabrać. Jesteśmy tylko ludźmi i chwile słabości to coś, do czego każdy z nas ma prawo.

A gdyby tak spojrzeć na takie "blokady" nie jako coś negatywnego? A może powinniśmy spojrzeć na nie jako na chwile przeorganizowania myśli, pozbierania tego co się rozsypało, poukładania bałaganu, który chcąc nie chcąc czasem tworzy się w naszych głowach? Takie - nazwijmy je roboczo - ładowanie baterii? 



Nie bądź zbyt surowy dla siebie,  traktuj słabsze dni jako moment na naładowanie się i zbieranie nowej energii :) 





Zgadzasz się ? Uważasz inaczej? Daj znać w komentarzu, Twoje zdanie bardzo mnie ciekawi! :)
Jeśli podoba Ci się tekst udostępnij go znajomym, będzie mi niezwykle miło! :)



Jeśli chcesz prostego życia, piszę o nim także na Facebooku :)








Copyright © Życie Proste , Blogger