Wakacyjna lista małych przyjemności - do pobrania!

Wakacyjna lista małych przyjemności - do pobrania!


Kochani, mamy wakacje. I można powiedzieć, że prawie w pełni! Tymczasem ja w końcu przychodzę z dawno obiecaną niespodzianką. Często zdarzało mi się, że chociaż miałam wolny czas do zagospodarowania nie wykorzystywałam go dobrze. Albo nie wiedziałam, co ciekawego mogłabym robić, albo wpadałam na dobre pomysły za późno, żeby je zrealizować. Kolejnym moim problemem jest to, że często nawet kiedy niby mam wolne, to nie umiem odpocząć. Chodzą za mną dziesiątki rzeczy do zrobienia i zapamiętania. Pomyślałam, że po prostu może źle odpoczywam. 

Dzisiaj chcę się z Wami podzielić moją (jak zwykle subiektywną) listą wakacyjnych zajęć, pomysłów, które pomogą dobrze wykorzystać wakacyjne wolne. Niezależnie czy masz wolne dwa tygodnie, miesiąc czy zaledwie weekend - na pewno któreś z punktów uda Ci się zrealizować. Niektóre są bardziej wymagające, inne bardzo szybkie i proste. 

Myślałam o rzeczach, zajęciach, które faktycznie mogą pomóc się zrelaksować i odpocząć. Są różne, bo i ludzie są różni. Jednego relaksuje wycieczka do dużego miasta, innego na odludzie. 

Kilka z pojawiających się na liście pomysłów to Wasze podpowiedzi, które zostawiliście na Facebooku :) Na końcu zostawiłam też miejsce, abyście mogli dopisać swoje własne pomysły i plany :) 

Lista ma wakacyjny wygląd, można ją przypiąć na lodówce albo na tablicy korkowej. Możecie ją pobrać zupełnie za darmo! 

Jest nazwana Wakacyjnym Bucket List - to taka lista rzeczy do zrobienia. Po prostu. Można przygotowywać ją na każdą okazję, na przykład na jesień, na wakacje, albo Ultimate Bucket List, czyli lista rzeczy, które chcemy zrobić w życiu! 

Będzie mi miło jeśli udostępnicie ten post znajomym i podzielicie się tym, co przygotowałam :) 


Bez większego przedłużania, poniżej darmowa wakacyjna lista do pobrania: 






A tymczasem życzę Wam fantastycznych wakacji! ;) Dajcie znać, czy lista się przydała !






Kiedy z Panny zmieniasz się w Panią...

Kiedy z Panny zmieniasz się w Panią...



Najpierw emocje związane z zaręczynami, planowanie wesela, zaproszenia, suknia, kwiaty, muzyka... Wesele, najpiękniejszy dzień, cudowna impreza, wszystko w brokacie, miłość w powietrzu i te sprawy. Potem czasem podróż poślubna, cud&miód, wywoływanie zdjęć, może jakaś ślubna sesja w plenerze... a potem szara rzeczywistość. Pranie skarpetek, zmywanie naczyń, robienie planów budżetowych, żeby nie wydać majątku a zdrowo jeść, często łączenie kończących się studiów, czy pełnoetatowej pracy z domowymi obowiązkami, których nie ubywa... Czy życie po ślubie zawsze tak wygląda? 

Co ja się nasłuchałam, że ten ślub to coś za szybko, że za młoda jestem, że życie sobie zmarnuję, że tyle fantastycznych rzeczy mogłabym jeszcze zrobić, zobaczyć, podróżować... A że po co tak się spieszyć, przecież ślub nie ucieknie. Generalnie, gdyby tak zebrać te niektóre "dobre rady" to można by dojść do wniosku, że moje sakramentalne "tak" oznacza dla mnie coś prawie tak strasznego, jak dożywotni wyrok, że moje beztroskie dni właśnie się kończą, że obrączki są, jak to je ktoś ładnie nazwał, jak gps, przez który nie mogę żyć wolna i po swojemu. Oczywiście niewiele lepszą przyszłość wróżono mojemu M., rzucając oczywiście jedynie niewinne żarty o małżeńskim życiu. Dobrze, że się biedak nie rozmyślił... 

Straszne rzeczy. 




Czy zawsze ślub w młodym wieku to taki zły wybór? Czy ślub w ogóle to kiepska opcja? Na pewno znajdą się tacy, którzy są przeciwnikami małżeństwa generalnie i nie wiem, czy cokolwiek bym napisała zmienili by zdanie - ale oczywiście mają prawo do tego zdania i ogromnie ich szanuję :) Chciałabym to jednak pokazać z innej perspektywy. Nasz ślub był już prawie dwa lata temu, co swoją drogą bardzo szybko minęło, a w jego momencie miałam 22 lata - mało? Możliwe. Czy żałuję ? Absolutnie nie. 

Faktycznie wychodzenie za mąż tak szybko niesie za sobą różne trudności, ale szczerze mówiąc nie sądzę, aby były one mniejsze gdyby ślub był 5 lat później. Część z nich byłaby pewnie po prostu inna. W tym miejscu ważne jest, żeby zaznaczyć, że nie mieszkaliśmy z M. przed ślubem razem, ze względu na przekonania :) To istotne, bo pewnie z perspektywy osób, które żyją razem już przed ślubem moje przeżycia mogą być niezrozumiałe. Chociaż to nie znaczy, że nie mamy żadnych wspólnych doświadczeń ;) 

Żeby nie było, że ja to zawsze jestem taka cukierkowa i wszystko jest cudowne, powiem Wam o dwóch stronach tego medalu. Może ktoś, kto zastanawia się czy ślub szybko, albo późno albo w ogóle to dobry pomysł... może to, co napiszę pomoże w podjęciu decyzji? Albo chociaż dołoży jakieś punkty do listy "za" i "przeciw"? :) 




Co było trudne? 

  • Szczerze mówiąc jedną z trudniejszych kwestii zaraz po ślubie był mój kompletny brak doświadczenia w sprawach "dorosłych", czyli wiecie - mieszkanie, opłaty itd. Na szczęście M. ogarniał to wszystko, bo już mieszkał sam :) Ja z kolei byłam tym okropnie zestresowana, nie miałam pojęcia jak się co załatwia. To jednak szybko nadrobiłam i teraz już nie mam z tym problemów :) 

  • Przestawienie się na "bycie panią domu" trochę mnie uderzyło, szczególnie, że przed ślubem nie mieszkałam sama, ale wyprowadziłam się prosto od rodziców. Planowanie zakupów, czasu na sprzątanie i innych tego typu rzeczy na początku nie szedł mi za dobrze... nie uważam, żebym przed ślubem była aż taka niesamodzielna, ale jednak zawsze byłam tą osobą, która "pomaga" rodzicom, a nie tą, która zarządza takimi sprawami. Tuż po ślubie koszmarnie planowałam zakupy, przez co albo musiałam iść do sklepu 5 razy, bo zawsze mi czegoś brakowało, albo wydawałam na nie zdecydowanie więcej niż mogłabym, gdyby były dobrze zaplanowane... 

  • Przestawienie się z "ja" na "my" też było wyzwaniem. Trochę czasu zajęło mi przyzwyczajenie się, że nie mam "swojego pokoju" a mamy "nasz pokój" i "nasze mieszkanie". Chociaż oczywiście każdy miał jakiś swój kąt, w którym miał swoje rzeczy, jakieś miejsce do pracy itd, to jednak chwilami brakowało mi mojego pokoju...który miałam urządzony w 100% pod siebie i naprawdę go lubiłam :P (to był bardzo przyjemny pokój!) 

  • To samo tyczyło się wspólnego spędzania czasu i wyjść. Co prawda przed ślubem spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, jednak więcej było wyjść osobno. Po ślubie raczej zapraszani byliśmy razem, a rzadziej osobno. Czasem gdzieś nas nie zaproszono - bo na imprezce byli sami single :P W sumie, nie dziwię im się, ale trzeba było to przeskoczyć. Na całe szczęście moje niezawodne przyjaciółki wyciągają mnie często samą i teraz wszystko jest już w równowadze :)

  • Nasze odmienne nawyki i przyzwyczajenia, które czasem doprowadzały mnie do szału... Przez pierwsze miesiące co chwilę ktoś był zdziwiony, jak "dziwne" zwyczaje ma druga osoba... i to od dużych, po tak małe jak inne metody układania naczyń na suszarce :D 

  • Trudno było skupić się na zajmowaniu się domem, dbaniem o relację, pracy i kończeniu studiów jednocześnie. To chyba coś, co odczuwają własnie młode pary, biorące ślub. To naprawdę sztuka pogodzić te wszystkie sprawy. 




Ale... czy te wszystkie czarne scenariusze się spełniły? No nie, naprawdę nie. Mimo trudnych początków, przez te dwa lata było też bardzo dużo wspaniałych chwil. 


  • Okej, z początku to całe pranie, sprzątanie i ogarnianie domu mi nie wychodziły, jednak po czasie wypracowałam sobie nawyki i sposoby, żeby to wszystko sobie ułatwić. Nauczyłam się też pamiętać o rzeczach, które mi na początku uciekały - ostatecznie więc, same korzyści! Nie powiem, żeby teraz mój "system" był idealny, ale działa całkiem nieźle, nie chodzimy głodni i nie muszę biegać do sklepi milion razy, bo robię bardzo dobre listy! :D


  • Małżeństwo uczy kompromisu i sztuki (trudnej) odpuszczania. Każdy kto jest, lub był w związku wie, że czasem są takie dni kiedy druga osoba denerwuje nas samym oddychaniem (czy tylko kobiety tak mają?). Ja jestem szczególnie niecierpliwa w tym zakresie, kiedy mam zły dzień to... bez kija nie podchodź jak to mówią. Ale coraz częściej udaje mi się w takich momentach odpuszczać, wziąć kilka oddechów, odwrócić się i nie wybuchać, ani nie złościć się o pierdoły.. Mam nadzieję, że M. by to potwierdził.. naprawdę się staram. Może ktoś powie, że to żadna zaleta.. cóż, dla mnie tak, bo szlifowanie swojego charakteru to ważna sprawa :) 

  • Bycie żoną dodało mi odwagi. I może to brzmi śmiesznie, ale to nie chodzi o szukanie swojej wartości w drugiej osobie, nic z tych rzeczy. Po prostu świadomość, że zawsze znajdę w drugiej osobie wsparcie, że po długim dniu mogę wrócić do domu i się do niej przytulić (oczywiście jak już pozmywam naczynia :D) i że ona stanie za mną murem, bo tak robi się w małżeństwie. No i jak już mam z głowy ten cały młyn ze ślubem mogę skupić się na innych rzeczach :) 


  • Zawsze mam parę na wesele. I na sylwestra. I andrzejki...i urodziny cioci. Na każdą okazję. Ja wiem, jak ktoś ma chłopaka to też ma. Ale wiecie...jak ma się męża, to jest taka dożywotnia umowa i wiem, że do końca życia nie będę już musiała szukać pary i stresować się pytaniem kogoś o towarzyszenie mi! :) 


  • To są w dużej mierze małe rzeczy. Czasami krótkie chwile, które nadają temu wszystkiemu sens. Na przykład kiedy wracam wieczorem z daleka a w domu czeka na mnie kanapka, albo kiedy boli mnie głowa i M. idzie 25 minut w jedną stronę żeby kupić mi Bubble Tea na pocieszenie. To są te momenty, kiedy mówimy to samo, albo kiedy przymykamy oko na dziwne nawyki drugiej osoby. To jest też świadomość bycia z osobą, którą dał mi Bóg - ja tak to widzę - i pewność, że to ta właściwa osoba, brak wątpliwości i to, że wiem, że cokolwiek przyjdzie przejdziemy to razem, bo połączyło nas coś więcej niż zauroczenie - wspólna wiara i przekonania. Tego życzę każdemu, aby osoba z którą się zwiąże wyznawała to, co on/ona. :) Bo to robi różnicę. 


  • M. chciał dodać punkt od siebie i według niego dużym plusem bycia po ślubie jest to, że nie trzeba już się martwić szukaniem dziewczyny i uganianiem się za nimi. Ma się już tą jedną jedyną, dla której trzeba się starać, ale im lepiej ją poznajesz tym lepiej będzie to wychodzić. 





Poszalałam dziś z długością, więc jeśli dotrwaliście do tego miejsca jest mi niezmiernie miło. Jeśli zechcecie podzielić się tym tekstem z kimś jeszcze, będzie mi jeszcze milej :) 

Podkreślę tylko, że nikogo nie zmuszam, nie zniechęcam, nie narzucam swojego zdania - po prostu je wyrażam. Jeśli z czymś się zgadzasz lub nie - daj znać w komentarzu. Chętnie poznam Wasze opinie. 













Sztuka kłócenia się

Sztuka kłócenia się





Nie ma dwójki idealnie dobranych ludzi, żyjących ze sobą na co dzień, między którymi nie pojawiałyby się co jakiś czas spięcia i konflikty. Tak, jak już kiedyś pisałam we wpisie o komunikacji, każdy z nas jest inny, ma ukształtowany przez różne czynniki charakter i osobowość, inne preferencje i inaczej odbiera otaczającą go rzeczywistość oraz wysyłane do niego komunikaty. Możemy oczywiście znaleźć kogoś, kto będzie do nas bardzo podobny, ale raczej mało prawdopodobne, że będzie identyczny :) 

Zdarzają się z pewnością sytuacje, kiedy kłótnie między jakąś parą (w związku, ale też na przykład między parą przyjaciół) są bardzo rzadkie, albo praktycznie nie występują. Ośmielę się jednak postawić teorię, że konflikty są nam potrzebne, a kiedy zupełnie nie występują, któraś ze stron po prostu nie jest do końca sobą. Być może się z tym nie zgodzicie - chętnie poznam Wasz punkt widzenia :) 

Konfliktów może nie być kiedy któraś z osób ich unika, na przykład dlatego, że boi się utraty lub załamania się relacji, lub boi się wyrażać swoje zdanie i przyjmuje wszystko, nawet jeśli coś jej nie do końca odpowiada. Może to być też wynik zobojętnienia - kiedy nie zależy nam na jakiejś relacji nie chcemy doprowadzać do konfliktu, bo nie czujemy potrzeby poprawiania jej w jakikolwiek sposób. Z drugiej strony z pewnością można trafić na osoby, które do konfliktów doprowadzają specjalnie i z premedytacją.  





Za konflikt nie chciałabym uważać jedynie strasznych kłótni z rzucaniem przedmiotami i trzaskaniem drzwiami, ale wszelkie niezgodności, nieporozumienia, niedogadane sprawy i sytuacje, kiedy dwie strony nie zgadzają się ze sobą. Niezależnie od skali i źródła konfliktu, warto traktować go jako szansę na poprawienie sytuacji, rozwój i przede wszystkim nauczyć się, jak się kłócić, żeby skończyło się zmianą na lepsze, a nie rozstaniem... 



Jeśli coś jest nie tak, mów o aktualnym problemie,

a nie o wszystkich problemach jakie się do tej pory pojawiły. To jest bardzo ważne, żeby skupić się na tym, co w tej chwili nie gra, co Cię zdenerwowało, zasmuciło TERAZ. Skup się na tym, spróbujcie jakoś to wyjaśnić. Jeśli będziecie mieli jeszcze chęć na rozmowę, możesz poruszyć ewentualnie coś, co jeszcze nie zostało rozwiązane wcześniej. Lepiej jednak nie wypominać drugiej osobie wszystkiego zła świata i krzywd sprzed 5 lat... Nie poruszaj też dziesięciu kwestii naraz. Jeśli druga osoba na przykład zapomniała o czymś ważnym, zapytaj dlaczego, co się stało, ale nie atakuj jej dodatkowo wyrzutami, że miesiąc temu nie pozmywała naczyń ;) 

Zawsze, wszędzie, wszystko to słowa, które bardzo rzadko są prawdziwe... 

"Ty się zawsze spóźniasz!", "Tak? A Ty za to nigdy nie potrafisz odpuścić i wszystkich oceniasz." Najczęściej te słowa mogą znaleźć wyjątki, na przykład kilka raz ktoś się nie spóźnił, więc poczuje się dotknięty taką oceną. Poza tym pokazujemy w ten sposób, że oceniamy daną osobę w sposób całkowity, nie dopuszczając nic pozytywnego w danej kwestii i możemy naprawdę urazić kogoś tak go podsumowując. Lepiej zabrzmi jeśli powiemy "Bardzo często się spóźniasz..." albo "Rzadko mi odpuszczasz...." 




Czy potrafisz utrzymać emocje na wodzy? 

Krzyk, płacz, trzaskanie drzwiami, rzucanie rzeczami, tupanie nogą... To wszystko niekontrolowane emocje, które szczerze mówiąc wcale nie tak prosto opanować. Jeśli jednak chcemy się z kimś dogadać i jakoś rozwiązać problem, a nie tylko zwrócić na siebie uwagę, postawić się w roli ofiary i fochać dobrze jest uczyć się jak rozmawiać ze spokojem. Dzięki temu zamiast histerycznych krzyków możemy odezwać się do naszego rozmówcy w sposób opanowany, powiedzieć coś spokojniej... milej. To, w JAKI SPOSÓB coś powiemy jest równie ważne, jak to CO powiemy. Jeśli ktoś zaczyna Cię atakować na pewno masz mniejszą ochotę współpracować, niż jeśli rozmawia z Tobą spokojnie. 


Zasada stara i powtarzana tak często, że aż niesamowite, że jeszcze nie wszyscy o tym wiedzą 

- nie atakuj osoby ale mów o zachowaniu. 

W praktyce, nie mów swojemu facetowi, że jest głupkiem, albo swojej dziewczynie, że jest niezrównoważona (przykłady skrajne dla podkreślenia dramaturgii) - powiedz mu, że jego zachowanie było nieprzyjemne, a jej, że kiedy tak wybucha złością to zachowuje się bardzo nieprzyjemnie. Określając kogoś okazujemy mu brak szacunku i krzywdzimy, oceniając zachowanie pokazujemy danej osobie, że zależy nam na niej i akceptujemy ją - ale nie jej działania.

Ochłoń zanim powiesz coś, czego będziesz żałować. 

To zasada, którą stosuję u siebie i zwykle się sprawdza. Okropnie nie lubię się kłócić...Wiem jednak, jak bardzo niewyparzony mam język, więc jeśli już dojdzie do jakiejś sytuacji konfliktowej nie mówię od razu co myślę. Staram się odczekać jakiś czas, przemyśleć sobie sytuację, powiedzieć sobie w głowie, to co chcę powiedzieć na głos. Zwykle po jakimś czasie, paru godzinach udaje mi się ochłonąć na tyle, że nie wypowiadam połowy słów, które padłyby, gdyby odezwała się od razu. To pozwala uchronić się przed wieloma krzywdzącymi słowami... Oczywiście nie zawsze jest taka możliwość, aby odczekać dzień. Zawsze jednak można powiedzieć "Daj mi chwilę, muszę przemyśleć co chcę Ci odpowiedzieć". To już coś ;) 


Prawda jest taka, że żeby się dogadać potrzeba chęci i dobrej woli z dwóch stron... ale już zmiana z Twojej strony może spowodować, że druga osoba nie będzie aż tak zacięta, a kłótnie na poziomie huraganów uda się przetrwać w spokojniejszej atmosferze i bez żadnych ofiar w ludziach :) 

Czy macie swoje sposoby, jak się mądrze kłócić? Czy może jesteście z tych, którymi zawsze i wszędzie kierują emocje? Dajcie znać ! 

Tymczasem nie kłóćcie się, jeśli naprawdę nie trzeba, a jeśli już to mądrze! :)


















Co ludzie powiedzą...

Co ludzie powiedzą...


Nie od dziś wiadomo, że człowiek jest istotą społeczną, pisał o tym już Elliot Aronson. Co to właściwie znaczy? Według definicji człowiek potrzebuje, szczególnie w początkowym i końcowym okresie swojego życia przebywania w jakiejś grupie osób, które pomagają mu, uczą go jak radzić sobie z podstawowymi kwestiami oraz opiekują się nim. Co więcej ta teoria mówi, że człowiek lepiej rozwija się w społeczności i może tylko w niej zaspokajać swoje potrzeby oraz, że przekazywana przez społeczność wiedza, tradycje i reguły postępowania w jakiś sposób kształtują jednostkę, jako osobę. 

Oczywiście każdy z nas zna osoby, które preferują samotny tryb życia, ale nawet one były przez kogoś wychowywane i z kimś się komunikują – tego raczej nie da się uniknąć J

Także psychologia potwierdza, że nasze środowisko to jeden z najważniejszych czynników, które kształtują i wpływają na naszą osobowość. Zależy ona od miejsca, w jakim się wychowaliśmy i osób, które nas wtedy otaczały, oraz od tego, z kim w czasie całego życia mieliśmy kontakt. 




Powinniśmy jednak zwrócić uwagę na to, że nie zawsze ten wpływ, jaki mają na nas inni jest dla nas dobry. Przykładem mogą być wychowywane w patologicznych domach dzieci, lub osoby, które pozbawione czułości i opieki w dzieciństwie mają, jako dorośli trudności w okazywaniu emocji i przyjmowaniu ich.

Skoro więc ten wpływ może być negatywny, czy może być też zbyt intensywny? Czy inne osoby mogą nas w jakiś sposób przytłoczyć, hamować, blokować? Myślę, że tak. Ile razy słyszeliśmy historie osób, które chciały zrobić coś „innego” niż robiły zwykle, lub co robiło ich otoczenie, ale ich znajomi, rodzina próbowali ich zatrzymać, ponieważ coś nie mieściło się w znanych im normach. To nawet tak znane nam dzisiaj postaci jak Marilyn Monroe, Harrison Ford czy (uwaga!) Walt Disney podejmując próby zrobienia czegoś wielkiego były hamowane. Słyszeli, że nie mają dość talentu, wyglądu albo kreatywności, żeby zajęli się czymś przyziemnym – na przykład Marilyn Monroe zasugerowano, aby została sekretarką, a nie próbowała bawić się w aktorstwo. Jednak dzięki temu, że osoby te nie pozwoliły opiniom innych ludzi pozbawić ich marzeń możemy teraz zachwycać się piękną Marilyn, oglądać Indianę Jones ‘a czy bawić się przy filmach Disney ’a.

Co powiedzą inni? Jak zareaguje moje otoczenie, znajomi, dziewczyna i mama. Co muszę zrobić, żeby nikt nie miał mi niczego za złe, żeby zachować dobre relacje z każdym. 

Jeśli zadajesz sobie takie pytania, zatrzymaj się i pomyśl, czy naprawdę chcesz żyć według czyichś oczekiwań? Nie zrozumcie mnie źle, czasem czyjś głos rozsądku może nam uratować życie, ale czasem ciągłe zastanawianie się, co pomyślą inni może nas bardzo zablokować. 

Takie podejście powoduje również ciągłe życie w stresie, dlatego że różni ludzie chcą od nas różnych rzeczy, a my nie jesteśmy w stanie sprostać im wszystkim. Ciągłe zastanawianie się, czy ktoś nie poczuje się odrzucony, jeśli odmówię, lub czy ktoś nie będzie zgorszony, jeśli zrobię coś innego niż wszyscy sprawia, że nie cieszymy się z tego, co robimy i nie czujemy się swobodnie.




To wszystko, to przemyślenia z mojego własnego podwórka. To właśnie ja jestem taką osobą, która chce zadowolić wszystkich i nikogo nie urazić jednocześnie. Niestety odkrywam coraz częściej, że taki sposób życia powoduje frustrację tak wielką, że w pewnej chwili zupełnie już nie wiadomo co zrobić. 

Mój sposób to konsultowanie pomysłów i planów z osobami, które są mi najbliższe i których opinię najbardziej cenię, przemyślenie ich rad i odpowiedzi, ale później działanie zgodnie z moim przekonaniem  i tym w co wierzę - zwykle na tym etapie podejmowania decyzji modlę się o jakieś wsparcie z góry :)  Dzięki temu moi bliscy czują się potrzebni i docenieni, ponieważ zwracam się do nich o radę, ale ja czuję się wolna w swoich wyborach, bo prawo do ostatniego słowa zostawiam sobie samej i temu do czego mam przekonanie :)





 


5 nawyków, które pozbawiają Cię czasu

5 nawyków, które pozbawiają Cię czasu



Był taki czas kiedy uważałam się za super zorganizowaną osobę, która ma plan na każdą ewentualność i dobrze wykorzystuje swój czas. Ostatnio idzie mi to zdecydowanie gorzej niż w przeszłości. Może wynika to z tego, że im więcej wolnego mamy czasu tym łatwiej wpaść nam w pułapkę o nazwie "mam mnóstwo czasu, więc mogę to zrobić później", a może po prostu w którejś chwili to całe planowanie i organizacja stała się dla mnie zbyt pochłaniające... Trudno było mi zrobić coś spontanicznie, albo pozwolić żeby sprawy potoczyły się swoim torem, na który nie miałam wpływu, bo wszystko chciałam mieć pod kontrolą i nic nie mogło iść inaczej niż planowałam! Tak, kiedy zrozumiałam, że niektóre rzeczy muszą się wydarzyć i nie mogę na nie wpłynąć, oraz że czasem trzeba po prostu odpuścić i zmienić plan, albo pójść na żywioł bez planu trochę zluzowałam. 

Nadal lubię planować sobie różne rzeczy, jestem największą fanką list "to-do" jaką spotkaliście, robię listy "co spakować" kiedy gdzieś jadę uwielbiam robić listy zakupów. Uważam też, że dobre planowanie czasu, dnia, zadań to naprawdę świetna sprawa, ułatwiająca nam życie i pozwalająca na tak zwane podniesienie efektywności działań ;) Zdecydowanie jednak nie jestem już typem śpiącym z kalendarzem pod poduszką ;P Zakradło się do mnie jednak sporo nawyków, wynikających właśnie z nadmiaru wolnego czasu i poluzowania sobie plannera, które zaczęły mi utrudniać kończenie pracy na czas i generalnie pracę - nie tylko zawodową, której aktualnie nie mam, ale i na studia i w moich własnych celach, kursach i projektach. 

Z nawykami problem polega na tym, że jak już się napatoczą, to trudno jest się ich pozbyć. Podobno żeby skończyć z jakimś złym nawykiem trzeba go zamienić na inny - dobry. Myślę też, że samo uświadomienie sobie, że coś co robimy często odruchowo, bez przemyśleń może nam pomóc w zwalczeniu tego. Jeśli wiem już, że coś co robię mi szkodzi i jest złe dla mnie to kiedy będę to robić zaczną się pojawiać wyrzuty sumienia (ja tak mam...proszę powiedzcie, że nie tylko ja!), które zabijają przyjemność z danej rzeczy! 

Możemy też zaplanować sobie lepiej czas żeby nie mieć tyle czasu na te złe nawyki, albo rozpisać sobie tak zwany "habit tracker"*(wyjaśnię na końcu artykułu, zostańcie ze mną) do kontrolowanie dobrych i złych nawyków :) Jeśli mieszkamy z kimś, możemy też poprosić o delikatne "sprawdzanie" nas przez tą osobę lub o pomoc w zrywaniu z nawykiem. Jednak myślę, że nawet jeśli ktoś będzie chciał nam pomóc, musimy najpierw sami chcieć coś zmienić i mieć do tego motywację. A tą motywacją powinien być fakt, że zmiana nawyków prowadzi do: 

  • większej ilości czasu, który możemy dobrze wykorzystać 
  • lepszego zdrowia jeśli nasze złe nawyki je psuły 
  • poprawy naszego samopoczucia i samooceny 
  • i  wielu innych rzeczy, zależnie od Twojej sytuacji! 
Pozwolę Wam dziś zajrzeć w moją codzienność i jak na spowiedzi opowiem Wam o nawykach, które pochłaniają mi cenny czasu, który mogłabym o wiele lepiej wykorzystać, prawdopodobnie odwlekając mój sukces w różnych dziedzinach daleko, daleko w czasie.... Jeśli ktoś z Was rozpozna w tych rzeczach siebie dajcie znać w komentarzu i powiedzcie czy jakoś z tym walczycie. 





Kompulsywne oglądanie Netflixa/Youtube'a

Moja zmora... Zwykle zaczyna się od "obejrzę jeden odcinek a potem wezmę się do pracy". Czasem też "obejrzę sobie coś dopóki jem śniadanie/obiad, przecież i tak nie da się pracować jedząc zupę!". Zdarza się, że faktycznie udaje mi się poprzestać na jednym odcinku lub tylko kawałku, jednak często oglądam zdecydowanie więcej niż bym chciała. Nie liczę tutaj oglądania czegoś wspólnie z M. na przykład popołudniu czy wieczorem, bo to traktuję jako pewną formę spędzania wspólnie czasu. Ale oglądanie czegoś przy śniadaniu albo między robieniem innych rzeczy bardzo rozbija i o wiele trudniej mi potem coś skończyć, czy wrócić do pracy. I to najbardziej o to wybicie się z "rytmu pracy" chodzi. Inną sprawą jest binge watching...ale to raczej nie ja - zwykle potrafię się ogarnąć po kilku odcinkach :p 



Sprawdzanie "co tam słychać na świecie" - zbyt często 

O tym, że Facebook wciąga wiemy już wszyscy, nie każdemu to przeszkadza ;) Ja czasem idąc za myślę, co tam słychać w świecie przeglądam sobie Facebooka, jakieś wiadomości, e-maile itd. Niestety często jeden interesujący link prowadzi do kolejnego i zamiast szybkiego doinformowania się, spędzam pół godziny na błądzeniu po różnych stronach. Może pomocne byłoby wyznaczenie sobie 10 minut na przejrzenie takich rzeczy z zegarkiem w ręku, inaczej bardzo łatwo się wciągnąć. Wiadomości też polecam ograniczać.. nie mówię, żeby nie czytać ich wcale, większość osób chce wiedzieć mniej więcej co się dzieje, ale sprawdzanie ich co 5 minut naprawdę nie jest konieczne. Teraz w czasie gdy bardzo dużo się dzieje, zmieniają się zarządzenia i wytyczne oczywiście dobrze być na bieżąco - ale nawet teraz raz dziennie wystarczy aby nic nam nie umknęło :) Przy okazji - sprawdzajcie informacje w kilku źródłach i uważajcie na fake newsy! 



Multitasking

Przepraszam wszystkich fanów, ale ja się już po prostu na niego nie zgadzam... Wydawać by się mogło, że robienie kilku rzezy na raz spowoduje, że skończymy szybciej, ale to nie działa w ten sposób - przynajmniej w moim przypadku. Niestety kiedy zaczynam robić kilka rzeczy na raz to opóźniają się wszystkie, poza tym mam wrażenie, że ich jakość cierpi. Multitasking sprawdza się u mnie jedynie w przypadkach takich jak słuchanie muzyki w tle do takich czynności jak sprzątanie, pieczenie albo coś innego co nie wymaga aż takiego skupienia. Czasem słucham muzyki kiedy piszę, ale czasem mi wtedy przeszkadza. Zauważyłam, że nawet jeśli chcę zrobić kilka rzeczy to i tak przez jakiś moment muszę skupić się na jednej, więc lepiej od razu zaplanować pracę nad poszczególnymi sprawami. Myślę, że wtedy czas jest lepiej zagospodarowany :) 




Zbyt wiele czasu poświęconego na ... planowanie 

Czasem zdarza mi się tak długo rozmyślać nad rozplanowaniem czegoś, że brakuje mi czasu na faktycznie zrobienie tego. Jeśli masz do zrobienia jakieś drobne rzeczy, zajmujące kilka minut zrób je od razu, a dopiero te naprawdę duże rozplanuj na jakieś bloki pracy, czy na kilka etapów. Dobre planowanie powinno nam oszczędzać czas i pomagać go optymalnie wykorzystać, a nie go pochłaniać. :) Jestem pod ogromnym wrażeniem osób, prowadzących piękne kalendarze albo Bullet Journall, ale w ich przypadku czasochłonne tworzenie sobie tych pięknych rozpisek jest przyjemnością, potem jednak planowanie w nich jest łatwe i przejrzyste - takie przynajmniej jest założenie. Trzeba poświęcić czas na zbudowanie sobie dobrego systemu, ale jeśli faktycznie ma być dobry, to podczas użytkowania ma nam pomagać a nie dokładać nam pracy! :) Zgadzacie się ? 




Przerwa co 10 minut

Przerwy w pracy, nauce czy innych czynnościach są potrzebne. Musimy co jakiś czas zresetować mózg i odświeżyć myślenie. Jednak jeśli praca trwa 10 minut, przerwa 10 i tak w kółko to nie liczmy na jakąś dużą wydajność :P Wiele można znaleźć w Internecie materiałów o pracy w blokach czasowych. Testowałam - działają. Na przykład technika Pomodoro, polegająca na pracy przez 25 minut, później 5 minutowej przerwie i tak kilkukrotnie. Tą przerwę powinno się wykorzystać na rozciągnięcie się, zaparzenie herbaty czy wyjście na balkon i dotlenienie się - generalnie na odejście od miejsca pracy, więc jeśli robimy coś na laptopie to powinniśmy go zostawić, a nie w czasie przerwy sprawdzać coś w sieci bo nie będzie to odpoczynek dla oczu i kręgosłupa ;) Najprostszy timer do Pomodoro znajdziecie tutaj!


Czy wy też macie problem z tymi nawykami? Jak sobie radzicie? Dajcie znać czy może jeszcze coś innego zjada Wam cenny czas :) 


Obiecane wyjaśnienie czym jest habit tracker - to rodzaj rozpiski w kalendarzu, w której wypisujemy sobie nasze nawyki, których chcemy się pozbyć lub, które chcemy zbudować. Każdy w osobnej linicje. Obok nich powinno być miejsce na około 30 kratek (zwykle rozpisuje się je na miesiąc) gdzie każdego dnia będziemy zaznaczać, czy udało nam się np. przeczytać 10 stron książki lub odpuścić słodycze przez cały dzień :) Na koniec miesiąca możemy sprawdzić jak nam poszło, mamy też kontrolę na bieżąca jak nam idzie. Jeśli działają na Ciebie takie rzeczy i motywują - spróbuj :) Poniżej zdjęcia poglądowe - źródło: Pinterest :) 


19 Amazing April Habit Trackers For Bujo Inspiration - Crazy Laura #bulletjournaljanvier Adding a new habit tracking spread to your bullet journal and want some fresh ideas?! Check out these awesome April examples for inspiration to get started!
Źródło









Najlepsze tutoriale w Internecie - obiektywna lista

Najlepsze tutoriale w Internecie - obiektywna lista


Kochani moi! Teraz, kiedy już nikt nie ma wymówki, że brak mu czasu - to doskonały moment na rozwój i naukę nowych rzeczy! Pomyślcie jak miło będzie pochwalić się nowymi umiejętnościami, kiedy po kwarantannie spotkacie się z przyjaciółmi :)

Zebrałam dziś dla Was kilka ciekawych tutoriali, które można znaleźć na YouTube i myślę, że są na tyle różnorodne, że każdy znajdzie coś dla siebie!

Bez przedłużania i nudnych wstępów przejdźmy do listy :)



Zacznijmy od czegoś pysznego! Kuchnia stała się dla mnie ostatnio o wiele milszym miejscem, kiedy mam czas żeby spokojnie przygotowywać posiłki i nie robię tego w biegu. Okazuje się, że niektóre przepisy, które wydają się skomplikowane, są tak naprawdę całkiem przyjazne :) Wybrałam akurat przepisy na frytki - z ziemniaków i z batatów, na kilka sposobów, no bo hej, kto nie lubi frytek?

Wybrałam filmik z kanału Pick Up Limes - bo jest piękny, estetyczny i po obejrzeniu, aż chce się gotować!




Dla równowagi do słonych frytek coś słodkiego - mianowicie modne na Instagramie, ale też myślę, że przepyszne Smothie Bowls - czyli takie jakby shake'i tylko że w miseczkach i pięknie podane. Także z tego samego kanału :) 




Zmieniając trochę obszar mam dla Was poradnik pięknego pisanie - po angielsku mówi się na nie "handlettering" :) To całkiem modna sprawa ostatnio. Może takie piękne napisy tworzyć w kalendarzach, dziennikach, albo za ich pomocą malować cytaty. Żeby zacząć potrzeba niewiele - papier i brush pen, ale nawet zwykłe długopisy i mazaki dadzą radę - sprawdźcie.



Pozostając w artystyczno-kreatywnych klimatach i skoro już poruszyłam temat handletteringu jest on często związany z tworzeniem pięknych kalendarzy Bullet Journal :) Dlatego też kolejny tutorial to jeden z wielu filmików na kanale PlannigwithKay. Znajdzie się coś dla początkujących i inspiracje dla tych bardziej zaawansowanych :) 



Znam bardzo wiele osób, które choć raz próbowały, lub chciały zacząć przygodę z akwarelami i pomyślałam, że dla tych osób dorzucę tu ten przyjemny i piękny tutorial. W filmiku autorka pokazuje jak tworzy trzy piękne pejzaże. Myślę, że nie są one zbyt trudne i nawet osoba, która nie miała wcześniej okazji próbować bez problemu da sobie radę :) 


Kolejny filmik to dla odmiany coś muzycznego. Jeśli macie ukulele - a wiem, że coraz więcej osób posiada takie cudo - możecie się nauczyć jak grać "hakuna matata"! Kiedy to odkryłam uśmiechałam się przez resztę dnia! :) Chwyty są prościutkie, każdy ogarnie! A jaka satysfakcja! 




Coś dla tych, którzy mimo kwarantanny mają dużo nauki ;) Ale też dla tych, którzy lubią się uczyć nowych rzeczy, czytać i notować. Świetny filmik, prezentujący różne metody notowania, z których część myślę, że może być naprawdę pomocna przy nauce. Nie jest to tym razem "piękne notowanie" z obrazkami i milionem zakreślaczy, ale notowanie skuteczne. Sprawdźcie sami :) 


Teraz coś dla kawoszy :) Jeśli zastanawialiście się kiedyś jak bariści tworzą te piękne malunki na Waszych kawach, zajrzyjcie na ten kanał na YT gdzie możecie podejrzeć to i zobaczyć jak robi to profesjonalista. Wstawiam filmik z wzorem serca - czyli bardzo podstawowym, ale jeśli chcecie wiedzieć więcej poszukajcie na kanale ;) Teraz pójście na kawę na mieście nie jest proste, ani oczywiste i pewnie jeszcze jakiś czas nie będzie, więc możecie nauczyć się jak samemu zrobić sobie piękną instagramową kawę :) 



Ostatni tutorial to też coś niecodziennego - za czym ja akurat tęsknię. Bubble tea. Niestety w mojej okolicy nie da się teraz nigdzie kupić tego napoju, a jest to jeden z moich ulubionych. Tak, wiem, że ma dużo cukru, ale nie piję go codziennie! Znalazłam dla Was tutorial jak taką domową wersję tego napoju/deseru przygotować samemu. Co prawda, będzie się ona różnić od tych wersji z galerii handlowych, ale myślę, że wcale nie na minus ;) Sprawdziłam to i produkty, o których mówi autorka filmiku są też dostępne w Polsce, na przykład na Allegro :) 







Jeśli podobał Wam się post zapraszam do polubienia Fanpage'a na Facebooku - Życie Proste. klik :)
Możecie też udostępnić ten post dalej :)








Jak lepiej dogadywać się z ludźmi?

Jak lepiej dogadywać się z ludźmi?




Odkąd tyle siedzimy w domu, zauważyłam liczne głosy, częściowo żartobliwe, że po "kwarantannie" wzrośnie liczba rozstań i rozwodów. W pierwszym momencie zaśmiałam się pod nosem, bo troszkę to było zabawne. Jednak po chwili zastanowienia, to smutne, że z powodu spędzenia ze sobą większej ilości czasu ludzie mieliby rezygnować z bycia ze sobą i kończyć, często wieloletnie, związki. Czy naprawdę nie potrafimy być ze sobą? Czy partner lub partnerka to dla nas tylko pewnego rodzaju "uzupełnienie" do szybkiego życia w biegu? Pracujemy, studiujemy, robimy zakupy, rozwijamy jakieś pasje, a tak żeby nie nazywało się, że jesteśmy sami, mamy kogoś, z kim spotykamy się wieczorami i rankami. 

Jeśli faktycznie zamknięcie z drugą osobą okazuje się dla nas tak ciężkie, to z czego to wynika? Czy może tak naprawdę nie znamy tej osoby, a w takich chwilach wychodzą z nas, chcąc nie chcąc, wszystkie ciężkie cechy charakteru? Czy to nasza potrzeba "pobycia samemu" i złość, że ktoś ciągle znajduje się w naszej przestrzeni? A może, po prostu nie potrafimy się ze sobą dobrze komunikować, a to rodzi masę, często niepotrzebnych, konfliktów i sprzeczek? 

Tak naprawdę, myślę, że problem z komunikacją to nie tylko problem w czasach pandemii i domowej izolacji. Mamy z nią problem na co dzień. Myślę, że wiele "zasad" komunikacji jest w nas zakodowana, jakoś intuicyjnie, ale także wiele z nich jest nam nie znana. Zachowujemy się w jakiś sposób, każdy ze swoim charakterem, ze swoim bagażem doświadczeń i własnym kontekstem. Często niewiedza na temat tego, jak działa komunikacja powoduje w nas frustrację i złość, no bo denerwuje nas kiedy ktoś nie rozumie naszego przekazu, kiedy nie ma odpowiedzi z drugiej strony, albo kiedy musimy coś powtarzać po kilka razy, zanim zostaniemy usłyszani. Czasami wystarczyłoby zmienić sposób komunikowania i przestać z góry oceniać innych, żeby po pierwsze dogadywać się lepiej, a po drugie zapewnić sobie większy spokój i luz w relacjach z innymi... ale może od początku :) 


Po pierwsze, trzeba zrozumieć jak przebiega komunikacja... 


Tu najlepiej pasowałby schemat komunikacji, który po 5 latach studiów mogłabym opisać, gdyby ktoś obudził mnie w środku nocy :) 

Wygląda to bardzo prosto. Mamy osobę, która coś komunikuje, jakiś przekaz i kogoś, kto go odbiera, albo przynajmniej docelowo ma go odebrać. W praktyce jednak to okazuje się trudniejsze. Pamiętacie z dzieciństwa grę w głuchy telefon? Pamiętacie jak często oryginalny przekaz docierał do ostatniej osoby w zmodyfikowanej, albo totalnie zmienionej formie? Tak też działa nasze codziennie komunikowanie, zmiana ma jednak mniej widowiskową formę :)

Przede wszystkim zapominamy bardzo często o czymś co nazywa się "szumami komunikacyjnymi". Są to wszystkie "przeszkadzacze", zaczynając od tych fizycznych, takich jak hałas, zbyt wysoka temperatura, albo ostre światło, które uniemożliwia widzenie drugiej osoby, poprzez bariery językowe, aż do wszelkiego rodzaju uprzedzeń i emocji jakie odczuwamy wobec rozmówcy. To ciekawe, ale one te ostatnie także wpływają na jakość naszej komunikacji, na przykład osoby, wobec których jesteśmy uprzedzeni, lub mamy z nimi jakieś negatywne skojarzenia, będzie odbierali inaczej niż tych, których kochamy. Jesteśmy skłonni wybaczyć niedopowiedzenia, lub nieodpowiadający nam ton takim osobom, ale negatywnie odbieramy to w przypadku nie lubianych przez nas osób.

W ten sposób jeden komunikat może być odebrany różnie, w zależności od osoby, która go przesyła. 




Kolejnym elementem, który znajduje się w schemacie i odgrywa dużą rolę to sprzężenie zwrotne, czyli jakaś odpowiedź na nasz komunikat. Jeśli chcemy się z kimś dobrze dogadać, to oczekujemy od odbiorcy jakiegoś odzewu, potwierdzenia, że zrozumiał, a on oczekuje tego samego od nas :) Pozostawianie czyichś pytań i komunikatów bez odpowiedzi zatrzymuje komunikację i utrudnia dojście do porozumienia. 





Po drugie, komunikacja to nie tylko słowa.... 


Przypomnij sobie sytuację, kiedy podczas rozmowy z kimś, Twój rozmówca, lub rozmówczyni przewróciła oczami, lub zaczęła ostentacyjnie ziewać, albo prychnęła po Twojej wypowiedzi. Chociaż mogłoby się wydawać, że większość tego, co chcemy przekazać zawiera się w słowach, tak naprawdę to jak ktoś nas zrozumie i odbierze to głównie nasza mowa niewerbalna - czyli wszystko poza słowami. Jest to szerokie pojęcie, ale zawiera w sobie głównie nasze gesty, wszelkiego rodzaju odruchy, wydawane dźwięki (wspomniane już prychnięcia, westchnienia, cmokanie itd.), tonację głosu, czy naszą ogólną postawę ciała. 

Zdradzę Wam dziś trochę wiedzy prosto z nauk o komunikowaniu - nasze zachowanie niewerbalne można podzielić na kilka kategorii i myślę, że to ciekawe - bo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że te kwestie mogą także być elementem komunikatu. A więc:

  • Aparycja - to słowo raczej znane, określa całość naszej prezencji, obejmuje zmienne elementy, jak fryzura czy ubiór, oraz częściowo zmienne - kolor oczu czy waga (proszę się nie obrażać!:p) 
  • Kinezyka - tutaj są wszystkie gesty, ruchy ciała, mimika
  • Haptyka - to sygnały przekazywane przez dotyk, bezpośredni kontakt fizyczny, podanie ręki, przytulenie, poklepanie po głowie (odbierane czasem jako traktowanie "po macoszemu"), ale także niestety negatywne takie jak uderzenie 
  • Proksemika - to relacja ciało-przestrzeń. Możemy komunikować przez zachowywanie, lub unikanie dystansu 
  • Parajęzyk  - to właśnie sygnały głosowe inne niż słowa, na przykład śmiech 
  • Chronemika - czas. Poświęcanie drugiej osobie czasu, lub patrzenie przez całe spotkanie na zegarek i dawanie do zrozumienia, że tego czasu mamy mało 
Zatem trzymanie drugiej osoby na dystans, siadanie po drugiej stronie pokoju, lub unikanie kontaktu fizycznego, albo po prostu gesty, które mogą się komuś źle skojarzyć, mogą doprowadzać do niedomówień, konfliktów lub sprzeczek, a na pewno do niezrozumienia. Jeśli mamy problem w komunikacji z ludźmi (wiem, że "mieć problem" nie brzmi dobrze, ale chodzi po prostu o często powtarzające się kłopotu z porozumiewaniem się z innymi) możemy spróbować przeanalizować nasze rozmowy z innymi i spróbować wychwycić, czy któreś z naszych niewerbalnych zachowań mogą na to wpływać.

Często takie rzeczy robimy zupełnie nieświadomie, czasem wynikają one z jakichś naszych przeżyć, czy odczuć - na przykład trzymanie dystansu może wynikać z braku zaufania do drugiej osoby. Warto jest jednak poobserwować siebie i spróbować zapanować nad tym, jak się zachowujemy, aby ułatwić sobie kontakty z innymi. 





Po trzecie, pamiętaj, że osoba, z którą rozmawiasz - nie jest TOBĄ 


Tym, o czym najczęściej zapominamy, to że nasz rozmówca nie jest taki sam jak my. Jest inną, odrębną osobą, która ma inną osobowość, inny charakter, jest inaczej wychowana i inaczej odbiera rzeczywistość. Próbujemy coś przekazać na swój sposób, nie biorąc pod uwagę tego, jaki sposób będzie najlepszy dla rozmówcy.

Chociaż te różnice występują między każdą dwójką ludzi, to najbardziej widoczne są między na przykład kobietami a mężczyznami, lub między młodym pokoleniem a starszym, albo między introwertykiem a ekstrawertykiem. Nie mówię, że te pary najczęściej się kłócą, ale że są między nimi duże różnice. 

To z tych różnic najczęściej wynikają nieporozumienia. Pewne, oczywiste dla nas sprawy, dla kogoś mogą być bardzo skomplikowane, możemy różnić się poglądami, możemy ze względu na większą lub mniejszą wrażliwość inaczej odbierać pewnie słowa. Ci wrażliwsi, częściej będą traktować rzeczy bardziej personalnie, łatwiej ich zranić. Z kolei osoby "twardsze" mogą komunikować w sposób bardziej bezpośredni czy ostry, prowadząc do kolejnych spięć. 

Różnicę może zrobić nawet taki drobiazg jak poziom zmęczenia. Załatwianie ważnych spraw o późnych godzinach, kiedy już rozmówca jest zmęczony, na przykład pracą czy innymi sprawami będzie zdecydowanie trudniejsze, niż kiedy potrafi się w pełni skupić na konwersacji. 

Jeśli chcesz dobrze dogadywać się z innymi, spróbuj wykazać się empatią, wczuć się w sytuację drugiej osoby, zastanów się jak może odebrać, to co powiesz i postaraj się przekazać to tak, jak jej będzie to najłatwiej zrozumieć. Nie chodzi też oczywiście o to, żeby obchodzić się z każdym jak z jajkiem, czasem musimy użyć mocniejszych słów, aby kogoś ustrzec przed złą decyzją itd. Ale nawet to możemy zrobić z uwzględnieniem odczuć tej osoby, w taki sposób, aby jej pomóc, a nie zranić. 

Różnic jest wiele, ale wszystkich nas łączy to, że chcemy być zrozumiani. Dlatego dążmy do tego, aby komunikować sprawnie, unikać rozpraszaczy, pamiętać o mowie niewerbalnej i różnicach, a nasza komunikacja na pewno stanie się lepsza :) 


A Wy, macie jeszcze jakieś doświadczenia, pomysły co może poprawić naszą komunikację? A może zauważacie coś, czym się różnimy i to ja utrudnia? Jak zawsze czekam na Wasze komentarze i pozdrawiam! 












Te małe rzeczy

Te małe rzeczy



Przez chwilę tylko oddychaj. Nie myśl, nie analizuj, nie wspominaj, nie planuj, nie rozważaj. Weź oddech i skup się na tym, jak dobrze jest móc oddychać. Wyjdź na balkon, albo otwórz okno. Odetchnij świeżym powietrzem. Nie oceniaj przez chwilę pani sąsiadki, co niepotrzebnie poszła do sklepu, nie myśl o brudnej szybie, której nie umyłeś na święta, oddychaj. 

Od kilku tygodni stale towarzyszy mi uczucie poddenerwowania, stresu, lekkiego niepokoju, niepewności. Piszę do Was o spokoju, o prostocie, o cieszeniu się małymi rzeczami już jakiś czas. Ale teraz, szczególnie kiedy te małe rzeczy, ta prostota, te drobiazgi, codzienność zamknięta w czterech ścianach to wszystko co mamy... teraz widzę ile to znaczy. Jak cenna jest umiejętność prostego życia. Wszystkie teorie less, slow itd. nabierają teraz sensu, choć część z nas jest w nie wrzucona bez własnej woli. A możliwe, że też część jest o wiele mocniej obładowana pracą niż zwykle, w końcu praca z domu, połączona z opieką nad dziećmi i domem to musi być ogromne wyzwanie....






A ja odkrywam moje małe rzeczy, relaksujące mnie, powtarzalne, nadające moim dniom pewną rutynę, która uspokaja. Uczę się czerpać z sytuacji, której nikt z nas nie wybrałby z własnej woli. Uczę się cieszyć każdym dniem i doceniać, że jeszcze oddycham, że moje płuca ciągle działają. 

Sadzę zioła w doniczkach z recyklingu na balkonie, zasiałam maciejkę i dwa razy dziennie sprawdzam, jak rośnie. Spryskuję ją wodą i cieszę się z każdego wyrastającego listka. Jest coś terapeutycznego w zieleni, szczególnie tej świeżej, wiosennej. 

Wietrzę mieszkanie dwa razy dziennie, a jeśli jest ciepło to nawet częściej. Rano siadam na balkonie i przyjmuję witaminę D, a po południu patrzę jak pięknie światło zachodu słońca maluje mi ściany i sufit. 

Gotuję to, co wymaga długiego przygotowania. Mieszam przez pół godziny żeby zrobić domowy lemon curd i z satysfakcją robię do niego gofry (nie odwrotnie). Pierwszy raz mam tyle czasu, że robię drożdżowe wypieki wszelkiego rodzaju. Wcześniej zdanie "odstaw do wyrośnięcia na godzinę" zawsze mnie zniechęcało.

Wieszam pranie na balkonie, a ono w zamian pięknie pachnie kiedy wysycha na świeżym powietrzu. Mam też czas wyprasować pościel i to czego zwykle nie prasuję, bo szkoda czasu. 

Korzystam ze źródeł online i dowiaduję się o naturalnych kosmetykach, jak pięknie pisać, jak zrobić własne świeczki, jak wykorzystać obierki z cytryny i jabłka... (Chcecie jakąś listę tutoriali?)

Nawet pisanie pracy magisterskiej zaczęło mi sprawiać satysfakcję. Bo mam na to czas. Bo nie robię tego w pośpiechu. 

Spędzam czas nad książką, modlę się i z radością przyjmuję ten spokój, który dzięki temu mam. 

***



Oddychaj. Uciesz się, że możesz. Zobacz, Twoja codzienność jest teraz prostsza. Doceń ją sobie. 



























Kawowe alternatywy dla każdego

Kawowe alternatywy dla każdego



Mam nadzieję, że czas w domu upływa Wam przyjemnie i że aż tak się nie stresujecie? Dla większości jednak nie są to wakacje i codziennie muszą pracować, tyle że trochę inaczej niż do tej pory. A skoro pracy dużo to nic nie będzie do niej lepiej mobilizować niż pyszna kawa :) A skoro (przynajmniej teoretycznie) mamy troszkę więcej czasu, może zamiast rozpuszczalnej kawy, albo takiej z ekspresu warto byłoby sięgnąć po coś nowego?

Oczywiście teraz przed nami Święta, więc kilka dni odpoczynku od pracy  - tym bardziej czas na dobrą kawę! 

Kawę można parzyć na mnóstwo sposobów, bardziej lub mniej profesjonalnie, pić ją z mlekiem i cukrem, lub czarną jak egipska noc ;P Niezależnie od tego jak lubisz swoją kawę, chcę Cię dziś zachęcić do skosztowania kawy parzonej jedną z alternatywnych metod. 



Alternatyw (czyli tych sposobów parzenia kawy inaczej niż z użyciem ekspresu) jest sporo, a co jakiś czas powstają nowe – te najpopularniejsze to Kawiarka, French Press, Drip, Chemex i Aeropress. Na wstępie zaznaczę, że nie jestem może baristką z certyfikatem, więc nie rozliczajcie mnie za nazewnictwo, ale parzyłam profesjonalnie kawę przez prawie rok i zdążyłam się co nieco nauczyć, a wszystkie rady zawarte w artykule są skonsultowane z wykwalifikowanym baristą więc możecie być spokojni o ich rzetelność :)


Chcę Wam pokazać, że parzenie alternatyw to wcale nie jest czarna magia i praktycznie bez potrzeby zakupu super profesjonalnych sprzętów za miliony monet możecie w domowym zaciszu wyczarować pyszną kawę jak z kawiarni, a nawet lepszą bo doprawioną osobistą satysfakcją :) 

Dzisiaj podstawowe zasady parzenia kawy, które powinniśmy stosować zawsze kiedy przygotowujemy ten napój, oraz wskazówki parzenia kawy w Kawiarce, French Pressie i za pomocą Dripa (zwanego też Drip V60). 




Podstawowe wskazówki przy parzeniu 


TEMPERATURA.

Przede wszystkim zawsze powinniśmy pamiętać, żeby żadnej kawy nie zalewać wrzątkiem. Kropka. Od momentu zagotowania się powinniśmy odczekać około 2-3 minut, lub jeśli posiadamy termometr spożywczy woda powinna mieć od 82-90 stopni C.  To tak jak z większością herbat, i innych naparów. Wrzątek po prostu „przeparzy” nam kawę i pozbawi jej cennych walorów smakowych. Zbyt zimna kawa z kolei może powodować niedoparzenie i cierpki smak kawy.  A jeśli już jesteśmy przy wodzie, jeśli woda w Waszym miejscu zamieszkania jest mocno twarda to warto ją przed parzeniem przefiltrować, ale to tak na marginesie ;) 


GRAMATURA.

Według SCA (Specialty Coffee Association) na 100ml wody powinno przypaść 7 g kawy, ale żeby uzyskać bardzo intensywny napar może to być nawet 8-9g, jeśli do parzenia używamy bardzo delikatnej kawy o lekkim aromacie :)  


GRUBOŚĆ.

Kupiona w sklepie już zmielona kawa, najczęściej zmielona jest bardzo drobno. Alternatywy lubią raczej kawę zmieloną troszkę grubiej, ale ta drobna najlepiej sprawdzi się przy parzeniu dripa ponieważ generalnie im krótszy kontakt kawy z wodą tym drobniej może być zmielona. Do frenchpressa i kawiarki warto kawę zmielić  na średnie drobinki. W nich kontakt kawy z wodą jest dłuższy. W przypadku kawiarki zbyt drobno zmielona kawa mogłaby zatkać sitko i kawa mogłaby się nie udać.  


Oprócz tego, 

warto pamiętać, aby nie rzucać się na kawę od razu po zaparzeniu, ponieważ więcej aromatu kawy możemy wyczuć pijąc ją ciepłą, a nie gorącą – poza tym, wrzątkiem łatwo się poparzyć, a wtedy to już wcale nie poczujemy smaku


Kupując kawę 

warto zwrócić uwagę na jej datę ważności, tak samo na daty ważności kawy, którą już mamy w domu. Wydawać by się mogło, że lekko przeterminowana kawa nie traci smaku, ale uwierzcie, różnica w świeżej kawie, a takiej która od palenia do parzenia czeka 3 lata jest ogromna. Przede wszystkim traci wiele aromatu. O wiele lepszy efekt uzyskamy też jeśli kawę będziemy mielić sami, tuż przed parzeniem. :)




Kawiarka 




Kawiarka to takie wdzięczne narzędzie, które kawę robi praktycznie samo i robi to bardzo dobrze! Z pochodzenia czysto włoska kawiarka składa się ze zbiorniczka na wodę, sitka na kawę i górnej części, do której przelewa się nasza kawka. Pomiędzy tą górną częścią i sitkiem mamy jeszcze uszczelkę, dzięki której kawa nie ucieka poza urządzenie – dlatego pamiętajcie żeby zawsze po myciu kawiarki włożyć ją na miejsce :)


Do tej metody parzenia najlepiej zmielić kawę na średnie drobinki, trochę grubsze niż do ekspresu. Jest to też wyjątek od reguły nie parzenia kawy wrzątkiem, ponieważ w przypadku kawiarki najlepiej wlać do zbiorniczka na dole właśnie wrzątek w odpowiedniej ilości (patrz: dobranej do ilości kawy), następnie nakładamy pojemniczek na kawę, wsypujemy jej odpowiednią ilość, dociskamy i zakręcamy kawiarkę. Stawiamy ją na średnim ogniu. Jeśli do zbiorniczka na dole wlejemy wrzątek kawa powinna być gotowa po 2 minutkach. Jeśli wlejemy do zbiorniczka zimną wodę, wtedy po pierwsze przygotowanie jej trwa o wiele dłużej, a po drugie kawa dłużej ma kontakt z wodą, dłużej się parzy, przez co może być przeparzona. Jeśli do tej pory zawsze zaczynaliście od zimnej wody spróbujcie takiej małej zmiany, naprawdę jest różnica! Pamiętajcie tylko o zabezpieczeniu dłoni szmatką, lub rękawicą ponieważ zbiorniczek z wrzątkiem bardzo szybko się nagrzewa i możecie się oparzyć. 




French Press 



To w moim domu wielofunkcyjne narzędzie, bo używam go też do zaparzania herbaty i do… spieniania mleka! Wystarczy wlać mleko (gorące lub zimne, zależy czy robimy ciepłą kawę czy jakąś mrożoną) i przytrzymując przykrywkę podnosić sitko w górę i w dół dość energicznie, a po minutce, lub dwóch otrzymamy pięknie spienione mleko, gotowe do użycia. To super alternatywa dla tych, którzy bardzo lubią spienione mleko, ale nie mają możliwości kupienia ekspresu z porządną dyszą. Ten sposób działa też o wiele lepiej niż takie mini spieniacze, które można dostać w jakimś Tigerze czy Pepco ;) 

Parzenie kawy we French Presie jest bardzo przyjemne i szybkie. Oczywiście odmierzamy sobie odpowiednią ilość kawy i wody – przydaje się tutaj mała elektroniczna waga kuchenna, albo dobre miarki do kawy czy dzbanuszki z miarką na wodę. Kawę wsypujemy do dzbanka, zalewamy około 50-80 ml wody, a po 30 sekundach wlewamy pozostałą wodę. Odczekujemy około 3,5-4 minut, „przeciskamy” kawę sitkiem i gotowe! 

Do tej metody parzenia drobiny kawy mogą być dość spore, ponieważ kawa parzy się tu dość długo, dlatego, żeby smak i aromat były odpowiednie mielimy kawę dość grubo. 


Drip 




To mój ostatni nabytek. Bardzo chciałam mieć swój zestaw do parzenia kawy w ten sposób i udało mi się kupić go z okazji ostatnich świąt. Zestaw dlatego, że potrzebujemy odpowiedniego lejka, który ma konkretny kąt rozłożenia (wybaczcie, z matmy byłam słaba więc te określenia mnie przerastają), filtrów, przez które będziemy przelewać kawę, oraz dzbanuszka (lub po prostu filiżanki) do której spłynie gotowa kawa. 

Grubość mielenia kawy będzie też dość gruba, trochę drobniejsza niż w przypadku French Pressa. 
Do lejka wkładamy filtr, który dobrze jest przed parzeniem kawy przelać trochę wodą. Kładziemy lejek z filtrem na naczyniu, do którego chcemy zaparzyć kawę. Odmierzamy kawę i wsypujemy do filtra. Często razem z lejkiem w zestawie znajduje się miarka do kawy – sprawdź czy jej pojemność jest zgodna z ilością kawy, którą parzysz i jeśli tak korzystaj! ;) Można jej też używać do odmierzania kawy do innych metod parzenia, ale przedtem sprawdź przy pomocy wagi czy wszystko się zgadza. 

Jeśli wszystko jest gotowe, woda delikatnie ostygła, wlewamy około 50-80 ml wody. W tym momencie, zgodnie z informacjami od mojego znajomego baristy kawa się otwiera, karmelizują się cukry i wydobywają aromaty – dlatego zaczynamy od małej ilości wody. Potem co chwilę dolewamy pozostałą wodę, takim okrężnym ruchem żeby kawa, która została na ściankach filtra mogła się zaparzyć. I już. Gotowe. 





Alternatywy często pije się czarne, wtedy możemy wyczuć najwięcej aromatu, zawartego w kawie. Spróbujcie zaparzyć jedną metodą różne rodzaje kawy i  sprawdźcie czy czujecie różnicę w smaku? Oczywiście, jeśli ktoś pije kawę tylko z mlekiem może dostosować sobie swoją kawę tak jak mu pasuje. Ale zanim dolejesz mleka skosztuj czarnego naparu i poczuj ten aromat ! 

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do wypróbowania alternatywnych metod parzenia, do jakiejś zmiany i spróbowania czegoś nowego, szczególnie że jak widać metody te nie są trudne. Jeśli spodobał Wam się ten wpis dajcie mi znać i podzielcie się nim dalej! Może jeszcze kiedyś napiszę coś o kawie, jeśli będziecie chcieli. Tymczasem, zostawiam Was z przepisami i życzę pysznej, aromatycznej kawy! 



Copyright © Życie Proste , Blogger